Skip to content

Zdrajczyni narodowa

Posted in Ludzie

Będzie to następna historia o naszej mentalności bałkańskiej. Naszej, to znaczy węgierskiej. Terminologia oczywiście błędna, bo chodzi tu o mentalność krajów, które stanowiły pewien specyficzny tygiel historyczny  i co prawda lokalnie wszędzie było troszkę inaczej, ale ogólnie nasze kręgosłupy zostały skrzywione wszędzie w taki sam sposób. I my się garbimy dalej i ciekawe ile to jeszcze generacji potrzeba, żeby się te kręgosłupy wzmocniły i żebyśmy nauczyli się prosto chodzić po tylu latach. Dla nas tutaj wszystko jest polityką i wszystko jest czarno-białe. Wszystko jest albo narodowe, albo obce. Nie ma kompromisu. Sport też. W naszym – jak to się kiedyś mówiło – wesołym baraku pływanie jest prawdziwym skarbem narodowym. Pływacy też, dopóki siedzą cichutko i robią swoje. Krytyka z kolei nie jest naszym skarbem narodowym. Przekonała się o tym obecnie najlepsza węgierska pływaczka, o której poniżej traktuje notka mojego kolegi dziennikarza z Budapesztu. Krótka historia sportsmenki, która zyskując niezależność zaczęła walkę o zmianę systemu oraz o lepszą infrastrukturę szkoleniową dla pływaków na Węgrzech. Kobieta, którą się obecnie nazywa węgierską Iron Lady, jako jedna z niewielu miała odwagę otwarcie się przeciwstawić skostniałej władzy związku sportowego. Choć wielu uznało ją za zdrajczynię, jej nawet przez chwilę nie przeszło przez myśl, żeby reprezentować barwy innego kraju – a mogłaby…

 

Proszę bardzo, oto nasza Katinka Hosszú, która zdobyła trzy złote medale na olimpiadzie w Rio. Ale nie jest to typowe pasmo sukcesów do którego plebs miał sposobność się przyzwyczaić. Coś tu nie pasuje. Nie da się poskromić tej bestii, tej wodnej kury. Jakimś dziwnym trafem lud zapomniał o tym, że Krisztina Egerszegi /pięciokrotna mistrzyni olimpijska w latach 1988-1996/ pływała ostatni raz dwadzieścia lat temu. Trenowała, pływała, była w 150 procentach węgierką. Szkolono ją według węgierskiej myśli szkoleniowej kiedy ojcem narodu był Janos Kadar. Pracowała i wypełniała swoje obowiązki pokornie. Pewnie też miała kilka uwag do przekazania, też bywała przytłoczona rzeczywistością środowiska sportowego, jednak milczała – po węgiersku. Wyszła za Węgra, urodziła węgierskie dzieci. A ta Katinka! Naród nie rozumie. Niby nasza a ma takiego krzykliwego męża z zagranicy, który nie wpiernicza na dzień dobry gulaszu /mężem Katinki jest obywatel USA – Shane Tusup, jest też jej trenerem/. Niezależna. Dosłownie rozrywa umowę  /Katinka w zeszłym roku potargała kontrakt Węgierskiego Związku Pływackiego na oficjalnej konferencji prasowej, gdzie oferowano jej 165000 złotych za promocje MŚ w pływaniu w 2017 roku/. My takiego czegoś nie pojmujemy. Nie ma tak, że wysiadasz. I że kombinujesz. Siedzisz cicho i harujesz. Ty masz tylko pływać, cholera! Tak napisał nadworny dziennikarzyna /prasa prorządowa bardzo ostro krytykowała postępowanie mistrzyni/. A na dodatek! Katinka się nawet wypięła na kampanię promocyjną Turo Rudi /chłodzone batoniki twarogowe polewane czekoladą, pamietające jeszcze erę Kadara/.  Skandal – niósł się skowyt ludu – wypinać się na skarb narodowy! I po tym wszystkim Katinka jedzie do Rio i wygrywa. Gładko. Potem jeszcze raz i jeszcze raz. A potem pojawia się nagranie, gdzie prezes Węgierskiego Związku Pływackiego /Tamas Gyarfas/ najpierw broni byłego trenera federacji oskarżonego o gwałt /trener kadry, Laszló Kiss został skazany prawomocnym wyrokiem za gwałt w wieku 17 lat, co potem zostało zatuszowane przez władze/, potem się wycofuje, ale z Katinką – a co – wchodzi w publiczny konflikt. Nie bije brawa. Siedzi tam na widowni i NIE BIJE BRAWA.  Szczyt podłości i durności. Ale to już tak jest, zawsze tak było. A Katinka burzy wszystkie normy. Mąż ze Stanów, który jest jej trenerem. Mąż krzyczy, instruuje żonę no i od razu odzywa się głos ludu –  na facebooku piszą, że go nie trawią. Pal licho, że złoto, nie trawią go. Gryzipiórek związku pływaków nie bije brawa, bo tę walkę przegrał i nie jest w stanie znieść porażki. Jak Mozart i Salieri u Puszkina. Tylko że Włoch z czasem zrozumie, że Mozart pozostanie na zawsze, czymś się wykazał. To jest już kwestią inteligencji, która jakby wymokła z wielu gdzieś po drodze. A więc czekamy na ciąg dalszy, kibicujemy Katince, a ten kto myśli że ustawiając sobie darmową aplikację z flagą węgierską na Facebooku stanie się prawdziwym patriotą i tak nie zrozumie ani Katinki ani świata. A tymczasem Orban i Kaczyński sobie dryfują po Dunaju… ach… żeby ich prąd porwał… /to oczywiście subiektywna opinia – a raczej życzenie – naszego kolegi, my tylko publikujemy… J /

 

Daniel Papp i David Zeisky

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz