Skip to content

Profesor Diethelm Blecking: Wilimowski wyprzedził swoją epokę.

Posted in Historia, and Wywiad

Postać Wilimowskiego budzi emocje i zainteresowanie nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech. Mimo, że od jego śmierci mija już ponad 20 lat to nadal nie znamy wielu faktów z jego życia. Po stronie Polskiej informacjami na temat Wilimowskiego i to takimi, których prawdopodobnie nie zna nawet rodzina dysponuje Andrzej Gowarzewski, który kilkukrotnie spotykał się z nim, kiedy ten mieszkał w Niemczech. Dlatego wszyscy zainteresowani tym tematem z niecierpliwością czekają na książkę, którą zapowiadana jest już od kilkunastu lat. Po stronie niemieckiej temat Wilimowskiego badają Thomas Urban, dziennikarz Süddeutsche Zeitung, który napisał książkę „Czarny Orzeł. Biały Orzeł”, gdzie znajdziemy również rozdział poświęcony Wilimowskiemu, oraz profesor Diethelm Blecking, który jest historykiem sportu na Albert-Ludwigs-Universität Freiburg. Urban i Blecking pozyskują informacje głównie z archiwów, natomiast Gowarzewski ma nagrane swoje rozmowy z Wilimowskim i dodatkowo spotykał się z ludźmi, którzy znali Wilimowskiego, a którzy już nie żyją. Spotkaliśmy się zarówno z Gowarzewskim jak i z Urbanem i Bleckingiem. Ten ostatni ma bardzo ciekawe spojrzenie na Wilimowskiego. Widzi go, jako pioniera zawodowstwa, piłkarza, który zarówno stylem gry jak i postrzeganiem futbolu wyprzedził epokę. 

W życiorysie Wilimowskiego jest wiele białych plam. Udało się panu znaleźć informacje na temat okresów,  w których nie wiadomo co się z nim działo? 

W Listopadzie 1942 r. niemiecka reprezentacja gra ostatni mecz przeciwko Słowacji. To dokładnie ten dzień, kiedy zaciska się pętla wokół szóstej armii pod Stalingradem. Od tego momentu nie będzie już żadnych meczów. Do tej pory nie wiedzieliśmy, co wtedy działo się z Wilimowskim, bo od roku 1943 do 1945 jego życiorys jest dla nas białą karta. Teraz dopiero wiemy, że w 1943 r. grał w piłkę w Generalnej Guberni w Krakowie, w drużynie LSV Mölders Krakau. Potem został ranny. Następną informację mamy z 1944 r. – jest w oddziale rehabilitacyjnym niedaleko Karlsruhe. 

Skąd pochodzi informacja o tym, że był ranny? 

Był ranny i to pewne. Mamy na to dokumenty. „Dzisiaj Wilimowski grał pierwszy raz odkąd został ranny” – taka informacja pojawiła się w niemieckiej gazecie Warschauer Zeitung oraz jednej ze śląskich gazet. Nie były to kontuzje związane z piłką nożna. Były to ranny wojenne. Wiemy o tym, że jego oddział pancerny działał na terenie Ukrainy.  

Czy wiemy coś więcej o losach Wilimowskiego podczas wojny? 

Pariser Soldatenelf , była to drużyna piłkarska złożona z żołnierzy Wehrmachtu, którą powoływano na spektakularne mecze piłkarskie w Paryżu. W większości byli to profesjonaliści, m.in. Firtz Walter i Willimowski . W Paryżu przebywał oficer ze słynnego Legionu Condor, który wcześniej bombardował Guernicę. Był fanem piłki nożnej, a nazywał się Richard Herman i to on złożył drużynę gwiazd. Willimowski grał w Paryżu przeciwko Schalke przy 40 tys. widowni, a także przeciwko drużynom francuskim i belgijskim. Były to imprezy propagandowe w czasie, których zrzucano ulotki z balonów, były gazety i przedstawienia oraz pokazy taneczne. Robiono to w celu zabawiania żołnierzy na froncie.  Wilimowski oraz inni zawodnicy tej drużyny byli zawodowcami, pomimo że takich w Niemczech teoretycznie nie było. Perfekcyjni artyści estrady. To była bardzo ważna umiejętność Wilimowskiego. On widział siebie, jako profesjonalistę, który jest opłacany za to, że pokazuje swój piłkarski kunszt i to właśnie robił w Pariser Soldatenelf. To bardzo ważne, bo pokazuje jak naziści traktowali futbol. Byli nastawieni do piłki nożnej bardzo sceptycznie, ale ona stwarzała możliwości, aby dać ludziom zabawę i rozrywkę w czystej postaci niczym występ piosenkarki, czyli show-biznes. Wilimowski był idealny do show-biznesu, Fitz Wlater również. W nagrodę dostawali dobrze jeść i nie musieli walczyć w Rosji. Ta historia jest bardzo ważna, by zrozumieć, kim był Wilimowski. Miało to miejsce w latach 1941-1943. Równolegle grał dla reprezentacji oraz TSV 1860 Monachium. W ogóle grał dla wielu drużyn jednocześnie. 

Czy informacje, które są dostępne w prasie czy internecie na temat Wilimowskiego są prawdziwe? 

Wilimowski przez cale życie podkładał fałszywe tropy w swoich opowieściach. Tworzył swój własny mit. Opowiadał swojej rodzinie, że w czasie wojny przenosił się ciągle między Niemcami i Francją, w rejonie górnego Renu. Wilimowski grał w Strasburgu, jako profesjonalista. Musiał być Polakiem. Niemcy nie mieli możliwości tam grać, więc Wilimowski mówił, że jest Polakiem.  Jest wiele fałszywych informacji na temat Wilimowskiego. W książce, którą napisali państwo Haarkowie (córka Eziego i jej mąż) jest dużo nieprawidłowości. Z Karlem Haarke znam się bardzo dobrze, on o wielu rzeczach nie mógł wiedzieć. Pisze, że Wilimowski grał w Rote Jäger, a major Graf wydobył jego matkę z obozu. Wilimowski nigdy nie grał dla tej drużyny. Haarke nie zna jego całej historii, bo cały czas dowiadujemy się nowych informacji o jego życiu. Haarke nie szukał w archiwach, zebrał tylko opowieści, które przekazał mu Wilimowski, jak jeszcze żył. Wiele z tego to mitologia. Wilimowski lubił opowiadać o swoim życiu różne historyjki. Wszyscy to czasem robią. 

Wie pan coś więcej na temat pobytu matki Wilimowskiego w obozie oraz okoliczności jej uwolnienia? 

To nie był Auschwitz. Jego matka przebywała w obozie pobocznym. W tego typu obozach panowały mniej surowe warunki i łatwiej można było zostać zwolnionym. Według jednej z opinii matkę Wilimowskiego pomógł uwolnić pułkownik Hermann Graf. Był on właścicielem ziemskim i asem Luftwaffe. W głębi duszy nienawidził jednak Hitlera i nazistów. Kochał również piłkę nożną. To on stworzył drużynę, Rote Jäger. Wilimowski w niej nie grał, ale znał Hermana Grafa, więc ten mógł pomóc w sprawie matki. 

Czy są oficjalne dokumenty potwierdzające obecność matki Wilimowskiego w obozie? 

Słyszałem od Thomasa Urbana, że Karl Haarke posiada taki dokument. Mamy w Niemczech takie pojęcie: „milcząca wiedza”. Wszyscy znają prawdę, ale nikt nic nie mówi.  

Wilimowski grał dla pieniędzy? 

Nie można zapominać, że Wilimowski, jako jeden z pierwszych powiedział, że chce żyć z piłki nożnej. Kiedy przechodził z FC Katowice do Ruchu Hajduki Wielkie dostał 1000 zł, czyli równowartość rocznej pensji listonosza. Wilimowski bardzo szybko zaczął zarabiać na futbolu. Potem wyjechał na zachód by grać w klubie policyjnym w Chemnitz, by nie zostać wcielonym do Wehrmachtu. Nie zapominajmy, że w 1938 r. Sepp Herberger widział go w Strasburgu jak grał przeciwko Brazylii. Kiedy Herberger usłyszał, że może mieć Wilimowskiego w niemieckiej reprezentacji, stwierdził: „To fantastycznie”. Wilimowski dostrzegł możliwość by nadal żyć z piłki nożnej. Myślał: „Nie muszę iść na front, nie muszę pracować”. Doszedł do wniosku, że jest zawodowcem. Idzie tam gdzie mu płacą. Bardzo szybko został nowoczesnym piłkarzem i nowocześnie myślącym człowiekiem. Nie myślał w kategorii Polski i Niemiec. Wilimowski miał pecha, że grał w piłkę w tamtych czasach, pomiędzy końcem II wojny światowej i początkiem cudu gospodarczego. On wpasował się dokładnie pomiędzy te dwa wydarzenia. Gdy wojna się skończyła miał 29 lat, a jak zaczął się cud gospodarczy 38. Miał wielkiego pecha. Gdyby grał dzisiaj byłby milionerem. 

W ostatnim meczu reprezentacji Polski przed wybuchem wojny Wilimowski daje popis swoich umiejętności i strzela Węgrom trzy gole, po czym wybucha wojna i zaczyna grać dla III Rzeszy. W Polsce przez część opinii publicznej postrzegany jest, jako zdrajca. 

Pamiętajmy, że polski rząd na uchodźstwie w Londynie powiedział: „Wypełniajcie volsklistę, po to żebyście żyli. Co nam przyjdzie z martwych Polaków. Po wojnie życie toczyć się będzie dalej i musicie pozostać żywi”. Wielu Ślązaków wpisywało się na volsklistę wybierając opcję niemiecką, Wilimowski też. Nie uważam tego za amoralne, to mogła być taktyka. Wilimowski nie był Polakiem ani Niemcem. Był Ślązakiem i w czasie wojny był dokładnie pomiędzy, jak między dwoma młyńskimi kamieniami, przez które został zmielony. 

Jakie były relacje Wilimowskiego z Fritzem Walterem? 

Dla Fritz Waltera Wilimowski był ikoną i idolem. Jest wiele wypowiedzi, z których wynika, że uważał go za największego strzelca bramek w historii. 

Z czego Wilimowski pamiętany jest w Niemczech? 

Dla mnie Wilimowski to niemiecki George Best. Urodził się cudowną maszyną ruchu. Sylwia Haarke opowiadała mi jak pewnego razu jeździła na łyżwach z koleżankami. Wilimowski miał już wtedy ponad 60 lat. Przypatrywał im się i w pewnym momencie powiedział dajcie mi łyżwy. Kiedyś łyżwy można było przypinać do butów. Ponad 60 letni Wilimowski przypiął łyżwy i zaczął  skakać, robić piruety, jeździł tyłem, potrafił wszystko. On nie musiał się tego uczyć. Dzisiaj sportowcy uczą się jazdy od 6 roku życia, a on to umiał. W 2006 r. na stadionie Schalke spotkałem niemieckiego reportera sportowego Rudiego Michela. Był już po osiemdziesiątce. On widział na żywo Wilimowskiego w akcji. Powiedział: „Coś ty przegapił, jesteś za młody, więc  nie widziałeś jak grał Wilimowski. Jeżeli nie widziałeś go w akcji, to nie masz pojęcia o piłce nożnej”.  

Besta przypominał również zamiłowaniem do alkoholu. 

Pewnego razu Wilimowski zagrał wspaniały mecz dla Ruchu, po meczu powiedział do dziennikarzy: „Teraz wam w końcu pokazałem jak alkoholik gra w piłkę”. Zawsze mówiono, że Wilimowski jest pijakiem i alkoholikiem. Ironiczny sens jego wypowiedzi brzmiał: „Tak pijak gra w piłkę”. Strzelił wtedy 6 goli. 

 

Rozmawiali w Freiburgu: Daniel Karaś, Norbert Tkacz, David Zeisky. 

 

 

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz