Skip to content

„Wilimowski”, na bezdrożu maligny

Posted in Recenzje

Był nadzwyczaj ciepły i wiosenny luty, gdy wybrałem się któryś już raz do Budapesztu, aby zrozumieć skomplikowane sprawy sportowo-społeczne Madziarów. O ile proces nurzania się w owych sprawach przebiegał dosyć składnie, to wobec uwolnionych przez nieoczekiwane o tej porze roku promyki słoneczne wirusów i bakterii, mój organizm skapitulował. Dobitnie i konsekwentnie zbuntowany, nie chciał współpracować z planem zajęć. Gorączka, katar, pot okrywający me lico jak dywan z kropelek deszczu. Jednym słowem, nie było dobrze. Mimo to podstemplowywałem każdy kolejny punkt programu. Ostatnim na liście tego dnia było spotkanie z mym węgierskim, redakcyjnym kolegą. Udałem się, więc do dzielnicy Kőbánya i zawitałem do domu rodzinnego owego kolegi. Usiedliśmy za stołem i wraz z jego mamą rozpoczęliśmy dysputy. Pomyślałem, widząc pojawiające się na stole balatońskie wina, wzmocnione w swym wyrazie stojącymi obok kieliszkami z domową palinką, że taka kuracja pozwoli przegnać toczącą mnie chorobę jak wiatr przegania chmury burzowe. Więc popijaliśmy i rozmawialiśmy. O Polakach na Węgrzech, Orbanie, sporcie, gulaszu i namiętnie o Wilimowskim. Gdy skończyliśmy lekko przed północą, ja w swym mniemaniu ostatecznie wyleczony udałem się do pobliskiego Domu Polskiego na zasłużony spoczynek. Ledwie przyłożyłem głowę do poduszki, z objęć spokojnego snu wyrwał mnie głos spikera radiowego. Może nie obudziłby mnie, może chrapiąc wniebogłosy zagłuszałbym audycję, gdyby nie to, że balansując na krawędzi jawy i ułudy wychwyciłem nazwisko Wilimowskiego. Nie otwierając oczu przysłuchałem się i zrozumiałem, że w tym radiu to cały czas o Ezim gadają. Życie jego wyjaśniają, rozmawiają z kolegami boiskowymi, z nim samym prowadzą wywiad. Wszystko, co i jak opowiadają, żadnej tajemnicy nie przepuszczą. Najpiękniejsze mecze transmitują i z detalami tłumaczą. Ale ktoś ma w tym Budapeszcie korbę, pomyślałem, jakie zacięcie i źródła, jakie cudne materiały z nicości archiwów wydobył. Nie. Nie mogę spać w tę piękną noc, gdy wszystko kręci się jak w szalonej polce, wokół Wilimowskiego. Nie mogę przepuścić tej niespodziewanej okazji, aby dowiedzieć się wszystkiego, czego nie wiem i być może nigdy się nie dowiem. Nie mogę zasnąć. Nie mogę zasnąć…

world-cup-poster-france-1938

Rano drżąc jak źrebak wstałem z łózka. Poczułem, że piekielne choróbsko zwijając legiony z moich trzewi zostawiło po sobie blade osłabienie. Zobaczyłem wilgotną z potu pościel, przez wilgotność tą prawie przezroczystą. Rozejrzałem się powoli, z namaszczeniem po pokoju. Wszystko było tam gdzie być powinno. Stół stał sztywno na czterech łapach, a na nim kartonowe soki, szklanki i wino. Łóżka okupowały brzegi pokoju. Drzwi, a w nich klucze. Wszystko tak jak trzeba. Tylko…Tylko radio zniknęło…

Kilka miesięcy później chwyciłem w ręce książkę Miljenko Jergovica pod tytułem „Wilimowski”. Na jeden dzień przepadłem, zniknęło mnie całkowicie i z kretesem. Tak można pisać o piłce? Przepraszam. Nie o piłce. Obok piłki. To można pisać o Wilimowskim bez Wilimowskiego? Pisać dobrze, pięknie i mądrze? To można, tak jasno opisywać trudne sprawy między sąsiadami różnej narodowości? Jergovic może. Bo Jergovic to Chorwat, rocznik 66 i doskonale pamięta bałkański pokój i bałkańską wojnę. Bo Jergovic łączy te doświadczenia, przetwarza je i tłumaczy ustami swych bohaterów. Bo Jergovic sportowy realizm magiczny stworzył.

wilimowski-1

Jak ja się czułem po tej książce? Coś mi spokoju nie dawało, chodziło po głowie niby obco, a tak znajomo. Lekko mrowiło pod czaszką, siejąc niepewność. Już miałem zrzucić z siebie te pajęcze myśli, gdy zrozumiałem. Ja już to przeżyłem, wtedy w Budapeszcie. We śnie, nie śnie. To samo uczucie jakiejś maligny, fantazji, niepokojąco przyjemnie ulotnej. Gdy Dawid Mieroszewski na kartkach książki zamieniał się swym oszpeconym przez chorobę ciałem z Ernestem Wilimowskim, a ten mówił mu, że to jego prezent dla chorego chłopca, przeżywał to samo. Dla jednych mara, dla innych realność.

Muszę tutaj szczerze napisać, niech nie czytają tej książki ci, którzy szukają faktów, historii, wyników, statystyki. Nie dla nich ta powieść. Nie jest to książka dla czytaczy biografii gwiazdeczek futbolu, niech trzymają się tacy od niej z daleka. Wszyscy inni niech próbują, może spotkają się gdzieś na bezdrożu jakiejś maligny ze swoim Wilimowskim…

Be First to Comment

Dodaj komentarz