Skip to content

Warszawska Liga Miszczów

Posted in Osobliwe sportu przeżywanie

Nie ma co się rozklejać po masakrze na Łazienkowskiej. Weźmy przykład z redaktora Szpakowskiego, który już po trzeciej straconej bramce odpuścił sobie ułudę i włączył tryb piknikowy. Żeby była jasność, uważam tę decyzję za bardzo słuszną. Angażowanie się w to przeraźliwie skrzypiące haratanie sztuki futbolowej przez Legię mogłoby się skończyć postradaniem zmysłów lub w najlepszym przypadku rozstrojem żołądka i spektakularną sraczką. Nie ma też co pisać o grze. Na boisku wystąpiła drużyna (jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega) bez trenera. Ja w swojej ocenie posunę się jeszcze dalej. Pierwszy raz widziałem drużynę bez drużyny. Ekstremalny ten wyczyn powinien zapisać się w historii nie tylko sportu, ale też nauki. Tego rodzaju zjawisko, w sposób bezdyskusyjny łamiące zasady mechaniki klasycznej jest nie lada wyczynem.

Nie ma co oceniać również bandy półgłówków, którzy w kominiarkach zasłaniających ich przystojne i zapewne oczytane lica, próbowali przedostać się do sektora kibiców Borussii. Jak znam życie udawali się w owym kierunku, aby stoczyć zażartą dysputę na tematy eschatologiczne…

Co tu pisać o atmosferze w klubie po losowaniu i tuż przed meczami Ligi Mistrzów. Ciągłe, mielenie tego, że przecież nie mamy szans, bo kasy jest za mało i przeciwnicy za silni. Gadki o kopciuszkach, swej małości i od razu na kolana i z pokłonami i całować po nogach rywala. Wszystko za to, że łaskawie przyjedzie do Warszawy na mecz. Kto to widział taką postawę? Gdzie ta Legia Piszów, Stańków, Podbrożnych, Jóźwiaków? Gdzie ten charakter, gdzie wola walki? To nie do pojęcia nawet przez najtęższe umysły, aby przed najważniejszym meczem dwudziestolecia w polskiej piłce klubowej opowiadać androny o tym, że tak naprawdę liczy się Ekstraklasa. Co tu jest grane, zapytałby ktoś z Bangladeszu, Etiopii czy Burkina Faso. Bo takie kwiatki rosną tylko u nas, na naszej, polskiej ziemi…

Smętna jak kupa jesiennych liści prawda jest taka, że warszawianie przegrali wszystko już po losowaniu, padli na twarz przed dostojeństwem rywali i nie chcą się podnieść.

Nie ma co rozwodzić się nad ekspertami w studio TVP i mądrościami przez nich głoszonymi. Żewłakow opowiada, że nie można zarzucić zawodnikom braku ambicji. Ja natomiast zarzucam Panu Ekspertowi kurzą ślepotę. Więcej, mogę od razu postawić diagnozę, bo jak wiadomo owa przypadłość zdrowotna polega na niedowidzeniu przy słabym świetle. Więcej witaminy A i cynku zalecam.

Były zawodnik Juskowiak w swym komentarzu przeniósł się nieuchwytnie jak atom w inny wymiar mówiąc o dobrej grze młodych legionistów…

Dlaczego takim despektem jest realna ocena sytuacji? Boją się eksperci prezesów? Panów w kominiarkach? Zakazów stadionowych? Dlaczego się tak certolą z postawą Legii?

Ja, jako szary oglądacz piłki kopanej mogę być tylko wdzięczny Borussii, że z litości nad leżącym przeciwnikiem nie sieknęła dwucyfrówy. Przecież widać było, że mogła.

Po tym żenującym widowisku mam jeszcze jeden problem. Nie wiem czy będę mógł oglądać Legię w innych meczach Ligi Mistrzów. Nie z niechęci, nie z wyrafinowanego głodu dobrej piłki, nie ze zniechęcenia, a ze zwyczajnego, drżącego jak osika na wietrze strachu…

Be First to Comment

Dodaj komentarz