Skip to content

Trzy stadiony Korony. Część druga.

Posted in Futbolowe miejsca, and Historia

Office Lens 20160425-210443

Stadion do dzisiaj cieszyłby się lepszą lub gorszą kondycją gdyby nie po pierwsze: wybuch wojny, (co oczywiście nie oznacza automatycznie nieszczęścia dla obiektu architektonicznego), a po drugie ważniejsze: pojawienie się w tej historii osoby Gustawa Beckmana.

W tym miejscu należy wyjaśnić, kim był ów Beckman i dlaczego akurat ta persona okazała się „nemezis” stadionu przy ulicy Parkowej.

Człowiek ten był polskim Niemcem zamieszkałym w Podgórzu. Wiemy, że przed wybuchem wojny dyrektorował fabryce żyletek „Toledo” na krakowskim Zabłociu. W roku 1938 został skazany przez Sąd Okręgowy w Krakowie na rok więzienia z art. 152 kk za „wyszydzanie narodu polskiego”. Z tego to powodu oraz jego sympatii dla Adolfa Hitlera żaden klub podgórski nie chciał zgodzić się na współpracę z tym osobnikiem, mimo że pałał on dużą ochotą, aby zaistnieć w krakowskim środowisku sportowym. Po wkroczeniu Niemców do Polski pełnił bliżej niesprecyzowaną funkcję w nazistowskich służbach policyjnych. W kronice filmowej z 1946 roku przedstawiany jest, jako szef krakowskiego gestapo, w innych źródłach mówi się o nim, jako o oficerze SS. Wydaje się, że żadne z tych stwierdzeń nie jest prawdziwe. Faktem natomiast jest to, że w pamięci Podgórzan zapisał się w sposób absolutnie łajdacki. Dowodem tego jest śmierć sędziów Bobilewicza i Frąckiewicza oraz prokuratora Łady-Bieńkowskiego, która była zemstą Beckmana z przedwojenny wyrok na nim ciążący…

Niestety ani wojna, ani działalność „polityczna” nie osłabiły jego zainteresowania polskim sportem. Szczególną przyjemność dostarczało mu tropienie i likwidacja wszelkich przejawów życia w tej dziedzinie. Doprowadził między innymi do likwidacji boiska koszykarskiego w parku Bednarskiego (1941). Jednak największą jego „zasługą” w walce z „podziemnym” sportem polskim było spektakularne zdewastowanie stadionu przy ul. Parkowej. Otóż w ramach zemsty za brak zainteresowania Korony jego osobą przed wojną, postanowił wybudować w miejscu boiska willę, a pozostały teren zamienić w swój prywatny ogród, aby nic nie przypominało o istnieniu niewdzięcznego klubu. Tak zakończył swój krótki żywot pierwszy stadion Korony na Krzemionkach.

Willa Beckmana istnieje do dziś i mieści się w niej Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza. Jej niesławny gospodarz skończył tak jak na to zasługiwał. Po wojnie został osądzony i skazany na śmierć. Wyrok wykonano w 1947 roku w Warszawie.

Po zakończeniu wojny klub rozpoczął starania o odzyskanie utraconej parceli na Krzemionkach. Działania te zakończyły się sukcesem i w roku 1947 mógł z pompą otworzyć bramy nowego obiektu. Nie bez kozery użyłem słowa „pompa”, ponieważ uroczystość ta została zrealizowana z dużym rozmachem (defilada sportowców, pokazy gimnastyczne przygotowane przez samą Helenę Rakoczy, wręczanie medali itp.) i przy pełnym poparciu władz komunistycznych. Patronat nad wydarzeniem objęli: premier Cyrankiewicz i minister Osóbka-Morawski. Osobiście pofatygował się do Krakowa minister pracy i opieki społecznej Kazimierz Rusinek (jeden z założycieli klubu). To, że stadion otrzymał nazwę „Kosynierów Gdyńskich” można jakoś sobie tłumaczyć, ale to, że przewodniczył uroczystościom nadania imienia obiektu organizator Kosynierów, jednocześnie będący ministrem komunistycznym…Cóż, taka sytuacja…

W ten sposób powstał drugi stadion Korony, który umiejscowiony był w stosunku do starego boiska kilkadziesiąt metrów na zachód, prawie pokrywając się z dzisiejszym kompleksem sportowym.

Lata 50-te to okres świetności klubu, ale też czas zmian strukturalnych. Reforma sportu w Polsce i utworzenie dużych zrzeszeń sportowych spowodowała, że Korona połączyła się z Garbarnią tworząc Włókniarza. Całe szczęście ten stan rzeczy trwał tylko do roku 1956, po którym oba kluby wróciły do swych tradycyjnych barw i nazw (skądinąd wiadomo, że nie odbyło się to w atmosferze wzajemnego zrozumienia…). Dlatego właśnie, jako Włókniarz Korona mogła świętować zakończenie budowy i otwarcie nowego, na owe czasy bardzo nowoczesnego stadionu. Obiekt, o którym mowa został oddany do użytku w roku 1952 i to właśnie on nieszczęśliwie niszczeje na Krzemionkach do dnia dzisiejszego.

Budowa stadionu okazała się niełatwa ze względu na warunki. Budowano niemal na litej skale wapiennej, co wymagało transportowania hurtowych ilości ziemi. Tak oto relacjonuje postęp prac, jeden z głównych planistów kompleksu sportowego Korony inżynier Marian Plebańczyk : „Junacy współzawodniczą ze sobą. Rodzą się rekordziści, jak junak Remiszewski, wyrabiający 300 procent normy. Jednostki słabe hartują się. Junak Kasprzak, przychodzący na budowę z piętnem bumelanta, w ciągu kilku tygodni pracy przeżywa wewnętrzny przełom, wprzęga się w wytężony rytm pracy, by pod koniec swego turnusu osiągnąć rekordowe wykonanie, podziw i sympatię całej kompanii”. Jak widać socjalistyczna budowa odciskała swoje „zbawienne” piętno również na psychice robotników…

Określenie tego, co działo się w tych latach na Krzemionkach tylko budową stadionu to grube niedomówienie. Był on częścią kombinatu sportowego (jak to wtedy określano) w skład, którego wchodziły: trzy boiska do siatkówki, boisko koszykarskie, cztery korty tenisowe, strzelnica, tor przeszkód, tor łuczniczy, treningowe boisko piłkarskie i sala gimnastyczna na wolnym powietrzu. To jeszcze nie wszystko (planiści mieli rozmach bez dwóch zdań). Poniżej, w parku powstaje odkryte lodowisko, na którym grają hokeiści (z szatniami, oświetleniem i nagłośnieniem). Kilka lat później przy ul. Pstrowskiego (dziś Kalwaryjskiej) oddano do użytku halę sportową (1959), dom klubowy (1959) i basen kryty (1967). Powstał jeden z największych w Polsce (a może i w całej Europie) kompleksów sportowych. Przyszłość tak klubu, jak i stadionu rysowała się w nadzwyczaj pozytywnych barwach.

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte to rozkwit Korony, która intensywnie wykorzystuje nowo powstałe obiekty. Na stadionie rozgrywa mecze piłkarska drużyna męska, której szczytowym osiągnięciem była gra w III lidze (awanse w latach 1958 i 1968). W roku 1957 zorganizowano futbolową drużynę kobiecą i choć ta długo nie przetrwała, to ze zdjęć archiwalnych wynika, że jej mecze cieszyły się dużą popularnością (trybuny wypełnione są po brzegi, a kibice krzyczą w gorącej ekscytacji). Organizuje się pokazy gimnastyczne, zawody lekkoatletyczne i różnego rodzaju inne wydarzenia sportowe (np. Spartakiada 1000-lecia, Jesienne Igrzyska Sportowe itp.). Pewnie wszystko dalej toczyłoby się w mniejszym lub większym, ale jednak porządku, gdyby nie…Towarzysz Edward Gierek.

Kiedy ów „światły” przewodnik narodu urządzał krajowi „kredytowy cud gospodarczy”, nikt nie przypuszczał jak szybką katastrofą skończy się to działanie. Katastrofą, która w sposób bezpośredni wpłynęła na dalsze losy kompleksu sportowego przy ulicy Parkowej. Konkretnie chodziło oczywiście o pieniądze. Jedną z pierwszych „dziedzin” życia, z których, wobec pustej kasy państwowej rządziciele PRL wycofywali finansowanie był sport. Ofiarą tych oszczędności padła Korona. Stopniowo przez następne lata wycofywała się z kolejnych dyscyplin sportowych. Brakowało również funduszy na utrzymywanie obiektów, które kilkanaście lat wcześniej z ogromnym rozmachem wybudowano.  Strzelnica, boiska, korty i urządzenia gospodarcze zamieniały się wolno, acz skutecznie w romantyczne ruiny przypominające miasta Majów zagubione w zielonej głuszy dżungli. Symbolicznym niech będzie fakt zawieszenia, (choć de facto likwidacji) sekcji, od której swój początek wzięła Korona, a więc piłki nożnej (1973)…

3 komentarze

  1. Anonim
    Anonim

    Ładny rys historyczny, z jednym wyjontkim, basen juz dzialal na przelomiemie 1964-1965r. Mialem tam zajecia.

    28 października 2016
    |Reply
    • Norbert Tkacz
      Norbert Tkacz

      Dziękuję za opinię i pozdrawiam.

      28 października 2016
      |Reply
  2. świetne dziennikarstwo historyczne, jestem bardzo ciekaw źródeł, czekam na część III !

    17 czerwca 2017
    |Reply

Dodaj komentarz