Skip to content

Sytuacyjna mandarynka

Posted in Osobliwe sportu przeżywanie

Czy trzeba opisywać stan ducha polskiego kibica przed meczem Legii w Dortmundzie? Czy istnieje potrzeba analizy szans oraz potencjału sportowego jednej i drugiej drużyny? Jest to równie bezcelowe co niepotrzebne. Nie ma co tracić czasu i powielać opinii znanych w Polsce tak samo dobrze jak przygody, na przykład, Hansa Klossa. Jednak z drugiej strony patrząc, trzeba przyznać, że coś nieuchwytnego, parapsychologicznego, dostrzegalnego tylko trzecim, ezoterycznym okiem rozkładało swe ramiona nad meczem. Tuchel wystawia skład rezerwowy, który każda prawie drużyna w Europie z pocałowaniem w rękę i ze łzami wzruszenia w oczach przyjęłaby i szarpała nim swoich przeciwników jak pies poły płaszcza listonosza. Jakieś zawirowania ze zgłoszonymi na mecz zawodnikami Dortmundu. Musiał grać Bartra, choć powinien Papastatopulos. Jakaś dziwna, podparta zgoła nie sportowymi argumentami decyzja trenera Magiery o umieszczeniu między słupkami bramki Cierzniaka, a nie Malarza. Kłopoty z zestawieniem składu Legii, czego efektem było pojawienie się w linii obrony Czerwińskiego obok Pazdana. Teoretyczna nieobecność kibiców Legii. Teoretyczna bo praktycznie mimo zakazu, około 300 osób głośnio dopingowało swoją drużynę. Coś wisiało w powietrzu, ale nikt, nawet jasnowidz Jackowski nie spodziewał się szaleństwa, które rozpętało się 22 listopada w Dortmundzie.

Spectators stand in front of the scoreboard during the Champions League Group F soccer match between Borussia Dortmund and Legia Warsaw in Dortmund, Germany, Tuesday, Nov. 22, 2016. Dortmund defeated Legia with 8-4, the match broke the record for most goals in a Champions League match. (AP Photo/Martin Meissner)

Kiedy Prijovic strzelił cudowną, technicznie doskonałą bramkę dla Legii, komentatorzy spotkania byli tak zaskoczeni i zmieszani sytuacją, że zaczęli opowiadać o jakimś sytuacyjnym strzale, a przecież każdy myślący człek zdaje sobie sprawę, iż każdy gol czy zagranie na boisku wynika z jakiejś sytuacji meczowej…Potem…Potem przez Westfalenstadion przeszło tornado. Powietrze szalało jak w silnikach odrzutowych, z wyciem i świstem przewalało formacje ofensywne drużyn, to na jedną, to na drugą stronę boiska. Obrona nie istniała, rozdmuchana przez żywioł w pył i puch. Prawda, więcej grała i strzelała Borussia, lecz Legia gryzła, kuła, szturmowała ile tylko miała sił i umiejętności. Nie było kompromisów, nie było kunktatorstwa. Jeńców nikt nie brał. Po nas choćby ugór i spalona ziemia…Porównywanie meczów piłkarskich z pojedynkami bokserskimi bywa czasem słuszne, choć równie często jest to wielki frazes. Jednak tym razem poczułem się jakbym oglądał piłkarski odpowiednik spotkania pięściarskiego. Bardzo konkretnego spotkania. W roku 2015 naprzeciw siebie stanęli bokser Vargas i bokser Miura. Och! Cóż oni wyprawiali na ringu! Cios, nokaut, podniesienie się z kolan i znowu to samo. Bez obrony, bez litości dla przeciwnika i siebie samego. Tak właśnie wyglądał mecz Borussii i Legii. I tak jak w przypadku owych bokserów , ktoś musiał wygrać tłukąc niesfornego rywala do nieprzytomności. O remisie nikt nawet przez sekundę nie pomyślał. Można mieć pretensje do Radosława Cierzniaka, bo jak ktoś dowcipnie napisał odwalił w bramce Legii najlepszy „manekin challenge” jaki do tej pory widzieliśmy. Można mieć pretensje do Czerwińskiego który zbierał się do atakujących zawodników z Dortmundu jak ciężki koń pociągowy, który myśli, że jest championem gonitw wyścigowych. Można analizować co by było gdyby zagrał Malarz. Było jednak jak było, a takie mecze chciałbym oglądać w Lidze Mistrzów znacznie częściej…Jeszcze wrócę do wątku ezoterycznego. Kiedy rano, w dzień meczu jechałem do pracy tramwajem czytałem książkę o Abchazji. Autor rozpisał się prawie na całą stronę o fenomenie handlu mandarynkami w tamtej części świata. Opisywał nieprzebrane ilości, tony owoców leżących i gnijących w miejscach targowych. Kiedy skończyłem ten wątek i podniosłem głowę znad książki, zobaczyłem, że na tramwajowym ekranie z reklamami wyświetla się, akurat w tym momencie, plansza zachęcająca do kupna mandarynek w pewnej dużej sieci handlowej. Na pierwszy rzut oka to opowiastka bez związku z piłką nożną. Tyle, że tych cytrusów była absurdalna ilość, tak jak absurdalne było 12 bramek w Dortmundzie…

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz