Skip to content

Subiektywnie o komentatorach.

Posted in Osobliwe sportu przeżywanie

Matematyka zawsze była moim małym osobistym koszmarkiem. Może nie w podstawówce, ale w liceum zdecydowanie tak. Przyznam, że stało się to na moje własne życzenie. Wolałem opowieści o historii, pływałem w nurtach humanistycznej rzeki względności, tylko od czasu do czasu jak wieloryb wynurzając się z niej w świat pełen matematyczno-fizycznych równań. Choć może bardziej prawdą jest, że mnie z tej toni wyławiano, a później oporządzano rachunkami nauk ścisłych. To nie tak, że jestem wrogiem tego kierunku rozwoju umysłu, po prostu świadomie wybrałem dziedziny, które bardziej pobudzały mój leniwy intelekt do działania. Kiedy poszedłem na studia, kierunek mój uwielbiony, mimo, że humanistyczny okazał się być dalece kolaborującym ze światem chemii, fizyki i statystyki. Wtedy właśnie w mej głowie narodziła się teoria ucieczki od spraw „cyferkowych”. Oczywiście skrajnym wariatem nie jestem, tam gdzie umysł ścisły rządzić musi, niech rządzi. Tam gdzie potrzebny jest mariaż, splot porostowy humanistyki i zimnego konkretu, niech taki mariaż będzie. Chodzi o to, aby wyczuć proporcje i nie przesadzić z akcentami, bo może skończyć się to niczym nieudany eksperyment chemiczny. Nie, nie taki, który doprowadza do potężnej, różnokolorowej eksplozji, ale taki, po którym nie dzieje się nic. Cisza, spokój nawet malutkiego dymku nie ma.

Zapytasz pewnie drogi Czytelniku, co to ma do cholery wspólnego z Euro, a w zasadzie z komentarzem widowisk piłkarskich na tych mistrzostwach? Więc już szybko odpowiadam. Ma, bardzo ma, bardzo bardzo ma.

Zacznę od początku. Kiedy byłem jeszcze dziecięciem królem mikrofonu był Jan Ciszewski. Człowiek, który relacjonowane przez siebie wydarzenia sportowe przeżywał całym sobą. Emocje unosiły się razem z nim w powietrzu jak baloniki z helem. To była czysta energia, piorun kulisty pojawiający się nad stadionem i walący ostrymi jak krawędź kartki wyładowaniami. Jasne, były przestoje w komentarzu, były pomyłki. Ale kogo to obchodziło? Ciszewski hipnotyzował głosem grając najcudowniejsze melodie na emocjach kibiców. Później nastąpiła epoka „post Ciszewska”, słuchaliśmy relacji sprawozdawców chcących być następcami Cisa, albo wręcz uważającymi się za jego zawodowych synów. Był Zydorowicz, był (jest) Szpakowski. Wydawało się, że jest marnie. Pojawiali się ludzie, którzy swoją mizerią komentatorską próbowali naprawiać sytuację. Tak „bujaliśmy” się wsłuchując różnego typu opowieści meczowych przez kilka lat, kiedy nagle pojawił się Mateusz Borek. Przyznam, że na początku nawet podobał mi się jego analityczny styl. Język nauk ścisłych dodany w odpowiedniej proporcji do wiaderka z emocjami zaczynał „żreć”. No i był, całkowitym, dokumentnym profesjonalistą. Wtedy wydawało mi się, mimo wątpliwości, że dalej będzie tylko lepiej. Jakże srogo się zawiodłem…Po tegorocznym Euro zrozumiałem, że wszystkie atuty, jakie posiadał, stały się jego największymi wadami. Wadami, które urosły w jego komentarzu jak rak w zdrowej komórce, doprowadzając mnie do stanu absolutnej niemożności słuchania jego głosu podczas spotkań piłkarskich. W przypadku tegorocznego Euro wybitnie dołożyła się do tego „siostra” Hajto, którego aksamitnego głosu było nam dane słuchać.

Benediktsson-Komentator-Nyentrik-yang-Populer-Karena-Islandia

Nie rozumiem, dlaczego zamiast prowadzić grę, dodawać emocji jak przypraw do cudownej potrawy, opowiadając o tym, co dzieje się poza kadrem telewizyjnym stopniować napięcie, Panowie ci, grzęzną w opowiastkach o, na przykład, taktyce. Idzie do przodu akcja, przed polem karnym kotłowanina, na boisku robi się gorąco jak w saunie parowej, a Tomek Hajto swym bezbarwnym, monotonnym głosem opowiada o odległościach między formacjami w sytuacji sprzed dwóch minut…Nie interesuje obydwu Panów to, co się dzieje wokół, najważniejsze jest skupienie na sobie i swojej fachowej wiedzy…To zwykłe zabójstwo, zabójstwo widowiska sportowego. Ględzenie facetów tak już zmanierowanych, że nie są w stanie wydobyć z siebie iskry szaleństwa. Dość już mam słuchania głupot o uderzeniach zewnętrzną lub wewnętrzną częścią stopy, dość mam oceniania „ilości jakości” w tej czy innej drużynie.

Dlaczego nie posłuchają komentatorzy Polsatu (wszyscy), sprawozdawcy islandzkiego? Jego emocji i pasji, jego uniesień i wzruszenia. No tak, nie posłuchają, bo to nieprofesjonalne, bo ten Islandczyk jest zaprzeczeniem suchego, zdystansowanego fachowca. Tyle tylko, że w tym zawodzie profesjonalizm zabija to co jest najważniejsze, żywioł i uczucia. A jeśli już któryś z dziennikarzy próbuje się angażować w grę, wychodzi mu to groteskowo. Proszę posłuchać Tomasza „Jak ja Charczę” Włodarczyka. Jego tembr głosu i charakterystyczna maniera jest irytująca do granic możliwości. Po tych wystąpieniach cierpliwość moich komórek w mózgu odpowiedzialnych za przetwarzanie informacji dźwiękowych była naciągnięta jak gumka od starych gaci…

Tomasz Hajto po półfinałowym meczu Francji z Niemcami stwierdził, że przełomowym momentem spotkania było zejście z boiska Boatenga. Que!?!? Zapytałem, jak Manuel z Hotelu Zacisze. Zapomniało się o rzucie karnym dla Francji?

I jeszcze ten brak polotu językowego. Fantazji, która pozwala opisywać słowami wydarzenia sportowe, tak jak malarz maluje swoim pędzlem pejzaże. Chyba z tego wynikają miażdżące mózg określenia. Pasing…? Znaczy, że zawodnik dobrze pas zapina? A może ma coś wspólnego z Monachium (Pasing to nazwa jednej z dzielnic tego miasta)? Noł luk pas, tajming…Co moi drodzy komentatorzy, brakuje polskich słówek? Czy to w waszym mniemaniu mało profesjonalne mówić po Polsku?

Tak, niestety w komentowaniu meczów przez dziennikarzy z Polsatu nie było nic, co będę wspominał. Zapamiętam natomiast dramatyczny brak budowania emocji i umiejętnego stopniowania napięcia. Teraz po latach widzę, że Zydorowicz i Szpakowski (sprzed lat) w porównaniu z ich współczesnymi kolegami, to poeci komentarza sportowego. Do odciętego od mikrofonu Tomasza Zimocha, sprawozdawcy z Polsatu powinni z pielgrzymką się udać i na kolanach prosić, by uszczknął im, choć promil swej fantazji i brawury…Ale, nie, prosić tego szaleńca? Wzorować się na nim? Nigdy.

Tak, więc moi drodzy Czytelnicy, chcecie zimnej ryby? To ją macie. Na Polsacie…

Be First to Comment

Dodaj komentarz