Skip to content

Niemy oddźwięk

Posted in Historia

Wczoraj był 23 października, drugie najważniejsze święto w kalendarzu węgierskim. Nasi bratankowie w tym dniu obchodzą rocznicę wybuchu rewolucji, która ogarnęła całe Węgry w roku 1956. Do dzisiaj oczywiście trwa debata nad tym czy była to rewolucja, powstanie, rewolta czy może jeszcze coś innego. Jedno z pierwszych, choć na pewno nie pierwsze, z powstań antykomunistycznych w Europie jednak trwało zbyt krótko, aby dzisiaj można było jednoznacznie określić charakter tego, dla Węgrów bardzo ważnego wydarzenia. Trzy tygodnie walk zostały stłumione przez czołgi Armii Czerwonej, która krwawo rozprawiła się z niepokornymi Madziarami. To co nastąpiło jednak później, w następnych miesiącach, to był bezwzględny terror i zemsta. 200 000 obywateli opuściło kraj. Więziono, torturowano setki osób. Miało to wpływ również na węgierską piłkę nożną. Członkowie Złotej Jedenastki i młoda generacja ich następców była zmuszona do opuszczenia kraju i do kilkudziesięcioletniej tułaczki po całym świecie. Kto wspierał Węgrów w ciężkich tygodniach walk? Zachód? Nie. Stany? Nie żartujmy. Ktokolwiek? Tak, Polacy. Jak zawsze w trudnych chwilach historii. Kiedy grupa studentów zorganizowała demonstrację pod pomnikiem Józefa Bema w Budapeszcie, aby pokazać wyraz swojej solidarności z robotnikami poznańskimi, nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że będzie to rozruch ogromnej fali. Fali, która zmieni bieg historii na Węgrzech, a osiągnięcia tej, tylko pozornie przegranej rewolucji, dadzą podstawy późniejszej demokracji węgierskiej, a jej pamięć i rola zostanie również podkreślona w preambule nowej konstytucji, wydanej w 2011 roku.

Od pierwszych dni rewolucji z Polski zaczynały napływać na Węgry hektolitry krwi, osocza oraz syntetycznych substancji zastępujących krew. Należy pamiętać, że wtedy krwiodawstwo wymagało nie lada poświęcenia, trwało kilka godzin i było znacznie mniej przyjemne niż obecnie. Pomimo tego Polacy dniami i nocami stali w kolejkach w różnych miastach Polski (między innymi w Warszawie, Poznaniu, Olsztynie) aby pomóc swoim rannym bratankom. Transporty organizowane przez Czerwony Krzyż kursowały miesiącami, długo po stłumieniu rewolucji. Wiele ton żywności, lekarstw, opatrunków, odzieży i wiele innych cennych darów cementowało przyjaźń tych dwóch narodów, tak często zmuszonych walczyć o swoją wolność. W międzyczasie kontakty między „elitami” politycznymi dwóch krajów były dosyć oziębłe. Nowo mianowany Gomułka nie mógł sobie pozwolić na to aby otwarcie wspierać Janosa Kadara, który również świeżo co przejął władze.

Określając to bardzo współcześnie, w 1958 establishment Janosa Kadara organizuje proces pokazowy Imre Nagya (lidera rewolucji, wcześniejszego premiera Węgier) oraz jego najbliższych współpracowników i 16 czerwca ikony całego narodu zostają straceni. Polska jak i cały świat są w szoku. ONZ wydaje w tej sprawie oficjalne oświadczenie a władze w Polsce jednoznacznie demonstrują swój sprzeciw wobec postępowań rządu węgierskiego. Dwa dni później legendarny i wtedy topowy klub węgierski, Kispest Honvéd, przyjeżdża do Chorzowa aby zagrać mecz piłki nożnej z Ruchem. Służby bezpieczeństwa dowiadują się, że prawie stutysięczna publiczność zamierza upamiętnić męczenników rzezi kadarowskiej. To co się działo później to już legendy. Mit, który wynika z absolutnej sympatii Polaków do stłamszonych wojskiem radzieckim i terrorem kadarowskim Węgrów. Opowiadano później, że cała widownia, sędziowie jak i gracze na boisku z opuszczoną głową oddawali hołd zamordowanym. Jeden z bohaterów meczu, wygranego 3-1 przez Węgrów, István Törőcsik, wspominał po latach: „Graliśmy z czarnymi opaskami, uważaliśmy, że przynajmniej tyle musimy zrobić, zaryzykować. To było absolutne polityczne samobójstwo z naszej strony, wybuchła ogromna afera. Chciano od razu przerwać nasz turniej wyjazdowy jednak do tego nie doszło. Zagraliśmy jeszcze mecz z Cracovią i dopiero po powrocie do Budapesztu pociągnięto nas do odpowiedzialności wykluczając nas z rozgrywek na długie tygodnie…”. Ze zdjęć archiwalnych jednoznacznie nie wynika na ile historia z czarną opaską jest prawdą. Fakt faktem, że z odtajnionych akt bezpieki wynika, że mecz stał pod specjalnym nadzorem służb państwowych i do dzisiaj nie wiemy jaka część widowni brała udział w symbolicznym hołdzie. Warto też jednak dodać, że kult Madziarów na Śląsku był wyjątkowy, legenda Złotej Jedenastki była ciągle żywa, a Ruch czy Górnik w tym czasie miał węgierskiego trenera.

Ciekawe jak byśmy się dzisiaj zachowali na takim meczu. Ciekawe, czy główny sponsor uznałby za marketingowo stosowne aby w jakikolwiek sposób pozwolić na manifestację opinii. Ciekawe czy się kiedyś doczekamy meczów, które nie tylko zapiszą annały statystyczne, ale będą pisane historią i nasze dzieci będą mogły powiedzieć: nie, to nie była tylko kwestia komercyjna. Wziąłem udział dzisiaj na panelu dyskusyjnym dotyczącym wydarzeń w Poznaniu w czerwcu ’56 oraz wydarzeń w Budapeszcie w tym samym roku. Prelegenci jednoznacznie uznali, że dzisiaj tego typu rewolucja już by była niemożliwa. Nie ma już świadomości kolektywnej, społeczeństwo jest za bardzo zindywidualizowane. Wychodzimy na ulicę jedynie kiedy ktoś każe nam za coś trochę więcej zapłacić. Młodzi ludzie, obecni na spotkaniu, jednak zaprzeczyli tym stwierdzeniom i podkreślili, że nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Procesy rewolucyjne są nieobliczalne…

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu dokumentalnego, który ukazał się właśnie dzisiaj. Temat to oczywiście lata ’50, rewolucja i piłka nożna.

(dostępny również z napisami polskimi)

Be First to Comment

Dodaj komentarz