Skip to content

KAC z Koszyc

Posted in Futbolowe miejsca

Koszyce, Košice, Kassa, Cassovia. Jadę, lecę, przybywam. Letni ciepły wiatr, wysokie góry, kręta droga, cudny zapach świeżego Sarisa…Wakacje po prostu. Żyć nie umierać. Taka sierpniowa euforia to jest fantastyczne uczucie. Mózg się dotlenia, rodzą się nowe pomysły a problemy chwilowo topnieją jak lodowce arktyczne na palącym słońcu.

Takie miej więcej myśli towarzyszyły mi w drodze do słowackich Koszyc. Podróżować mi przyszło w doborowym towarzystwie mojego redakcyjnego kolegi oraz specjalnie wyselekcjonowanego na tę niebezpieczną misję wysłannika „Literatury na Świecie”. Skład naszej ekipy na pierwszy rzut oka może wydać się dziwny. Bo cóż ja maluczki robię w tym samochodzie? Tu literaci, tu dziennikarze i ja chłepcący od rana aromatyczne słowackie piwa. Na każdą tajemnicę jest jednak jakieś wytłumaczenie. Do drugiego pod względem ilości mieszkańców miasta Słowacji sprowadził nas jeden cel. Ten sam dla ambitnych literatów jak i beznadziejnie zainteresowanych historią futbolu Europy Środkowej szaleńców. Celem tym było spotkanie z Józefem Gazdagą. Ta enigmatyczna dla polskiego zjadacza piłkarskiego chleba postać to po pierwsze, węgierski dziennikarz sportowy pochodzący z Koszyc. Autor hitowej (w tamtej części Europy) książki „Egy futballfüggő naplójából”, co najprościej można przetłumaczyć, (choć pewnie nie do końca poprawnie), jako „Mój piłkarski pamiętnik”. Po drugie literat, nagrodzony znamienitą nagrodą im. Sandora Brody, po trzecie absolutny świr futbolowy, namiętnie uczęszczający na wszystkie mecze w promieniu wzroku, od słowackiej A klasy po Ligę Mistrzów.

Jak łatwo się domyśleć, my chcieliśmy porozmawiać o sporcie a kolega literat o nieco ambitniejszych sprawach.

centrum

Spotkaliśmy się z naszym rozmówcą w sławetnej restauracji „Slavia” ulokowanej rzut beretem od największego kościoła na Słowacji, czyli katedry św. Elżbiety. Secesyjne wnętrze lokalu zupełnie nie przeszkadzało nam w cudownej rozmowie na tematy piłkarskie, bo trzeba Wam wiedzieć, że Józef Gazdaga to facet totalnie uzależniony od futbolu, a przy okazji szalenie inteligentny człowiek. Nie będę się teraz rozwodził nad tematami przez nas poruszanymi, za kilka dni będzie można przeczytać cały wywiad na blog358. Napiszę tylko, że część sportowa rozmowy przytłoczyła część literacką, co nie czyniło zbyt szczęśliwym naszego kolegi z „Literatury na Świecie”…

Wizyta w obcym mieście natychmiast generuje w mej głowie myśli wizytowo stadionowe. Choćbym nie wiem jak z tym walczył, jeśli nie uda się zrealizować chytrych planów czuję się fatalnie, a wyrzuty sumienia nie dają mi spokoju. Tym razem planowałem odwiedzić Lokomotíva Stadium, na którym rozgrywa mecze FC VSS Kosice.

Z ulgą mogę napisać, iż tym razem plan został zrealizowany. Były przeszkody, zwiedzanie miasta, piwiarnie, piękny lokal, w którym podawano pyszne morawskie wina. Całe szczęście nic z tych spraw nie zdołało zniweczyć wizyty na największej w Koszycach arenie futbolowej.

To, że stadion został wybudowany w roku 1970 było tylko pretekstem, aby zagłębić się w meandry historii koszyckiej piłki. Słowo meandry jest jak najbardziej na miejscu, bo historia sportu w tym mieście jest tak samo skomplikowana jak losy jego mieszkańców i dzieje przynależności politycznej.

Pierwszym klubem piłkarskim, który powstał w Koszycach był węgierski Kassai Atlétikai Club (1903). Trzeba wiedzieć, że ta część Słowacji funkcjonuje w świadomości Madziarów trochę jak kresy wschodnie w świadomości polskiej. Kassa, (bo tak się wówczas nazywały Koszyce) było jednym z najważniejszych miast węgierskich. Tutaj jest grób przywódcy powstania antyhabsburskiego Franciszka Rakocziego. Tutaj urodził się słynny poeta Sándor Márai i złoty medalista olimpijski, młociarz Imre Németh. Tutaj też przyszedł na świat przywódca Strzałokrzyżowców, faszystowski premier Węgier Ferenc Szálasi, (co samo w sobie nie stanowi powodu do dumy). Aby zilustrować madziarskość Kassy mogę jeszcze dodać, że przed wybuchem drugiej wojny światowej 75 procent ludności miasta stanowili Węgrzy. Reasumując, do roku 1918 miasto było integralną częścią Węgier.

kac-druzyna

Madziarskie rozgrywki ligowe ruszyły w roku 1901 i są jednymi z najstarszych w Europie. Jednak do roku 1926 nie uczestniczyły w nich kluby spoza Budapesztu. Argumentowano to niskim poziomem sportowym piłkarzy z prowincji. Wobec tego faktu zorganizowano równoległe regionalne mistrzostwa kraju, a zwycięzca rozgrywek miał prawo wyzwać na pojedynek mistrza ligi z Budapesztu. Kassai AC tryumfowało na prowincji w sezonie 1908/1909 i skorzystało z obowiązującego wówczas prawa. Przeciwnikiem był panujący ówcześnie Ferencváros i…Okazało się, że teza o głębokiej przepaści piłkarskiej między stolicą, a prowincją była jak najbardziej zasadna. Zespół z Kassy kompromitująco przegrał 11:0. Jeszcze raz KAC sięgnął po mistrzostwo regionalne w sezonie 1910/1911, jednak tym razem na pojedynek mistrza z Budapesztu nie wyzwał…

Jeszcze jeden fakt z tego okresu warty jest przypomnienia, otóż Kassai Atlétikai Club był pierwszym klubem węgierskim, z którym mierzyła się drużyna Cracovii. Mecz odbył się w Krakowie (1909) i zakończył się remisem 2:2, choć krakowianie mogli wygrać. Zrezygnowali jednak z prawidłowo zdobytej bramki, aby nie obrazić gości…

1376309270_kassaiac_cimer

Po pierwszej wojnie światowej Koszyce znalazły się w granicach Czechosłowacji, a KAC występował podobnie jak inne zespoły słowackie w różnych nieoficjalnych rozgrywkach (lata 1035-38 liga Słowacko-Karpacka). Rok 1938 przyniósł kolejną zmianę granic państwowych i Koszyce-Kassa wróciły do Węgier. Mimo, że zawieruchą wojenną objęta była prawie cała Europa na Węgrzech rozgrywki piłkarskie trwały w najlepsze i Kassai Atlétikai Club, co prawda bez spektakularnych sukcesów, w nich uczestniczył. Koniec pożogi wojennej to kolejna zmiana granic. Węgry, kraj będący sojusznikiem Hitlera do samego końca (chcąc, nie chcąc), ponownie traci część swoich terytoriów. W śród nich także miasto Koszyce, które po raz wtóry staje się częścią Czechosłowacji.

Za nowym rozdaniem polityczno-geograficznym idą też zmiany w strukturze sportu. Podobnie jak w innych krajach komunistycznych tak i u naszych południowych sąsiadów władze likwidują stare kluby i łączą je w kombinaty sportowe, nad którymi opiekę przejmują wielkie zakłady przemysłowe lub resorty państwowe. W Koszycach powstaje „Jednota”, czyli „Jedność”. Jak sugeruje nazwa jest to konglomerat wszystkich koszyckich klubów. Tajemnicą dla mnie pozostaje fakt, dlaczego KAC zostaje włączony w struktury tej organizacji dopiero w roku 1952. Kiedy połączenie to staje się faktem zmieniona zostaje również nazwa klubu na VSS Koszyce. „Opiekunem” nowej organizacji sportowej zostaje potentat przemysłowo-techniczny VSS (stąd przydomek zespołu „inżynierowie”).

Trzeba przyznać, iż klubowi wiedzie się nieźle i osiąga w dalszych latach nie lada sukcesy. W sezonie 1970-71 zdobywa wicemistrzostwo Czechosłowacji, co zapewnia mu start w Pucharze UEFA. Tam spotyka się ze Spartakiem Moskwa i po bardzo wyrównanym dwumeczu odpada. Dwa lata później również kwalifikuje się do tych samych rozgrywek, tym razem przegrywając z węgierskim Honvedem.

70lata

Pierwszego stycznia roku 1993 staje się faktem „Aksamitny rozwód”. Drogi dwóch narodów, czeskiego i słowackiego rozchodzą się. Większości opinii publicznej to się nie podoba, ale politycy zdecydowali inaczej. VSS trafia do najwyższej klasy rozgrywkowej Słowacji. Grając, jako 1.FC Koszyce (klub kilkakrotnie zmieniał nazwy) w sezonach 1996-97 i 1997-98 zdobywa mistrzostwo kraju, a sezon 97-98 okazuje się sensacyjnym.

FC eliminując w sposób absolutnie nieoczekiwany znany już im Spartak Moskwa awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Tym samym staje się pierwszym zespołem Słowackim występującym na tym poziomie rozgrywek. Nie udało się to nawet Slovanovi Bratysława, seriami zdobywającemu mistrzostwo kraju i tryumfatorowi Pucharu Zdobywców Pucharów z roku 1969. Dopiero kilka lat później wyrównują to osiągnięcie (nie mniej sensacyjnie) MŠK Żylina i FC Petržalka (w swych korzeniach również węgierska).

 

Na stadionie przy ulicy Cermelskiej 1 grały Manchester United, Juventus Turyn i  Feyenoord Rotterdam. Z przygody tej Słowacy wynieśli wspomnienia wypełnionego po brzegi obiektu klubowego i dwóch bramek, które udało im się strzelić. Prawda jest jednak smutna, przegrali wszystkie mecze i dali sobie wbić 13 bramek. Ale cóż się dziwić, to była grupa morderców futbolowych, których ofiarą był niezmiennie przez całą fazę grupową klub z Koszyc.

Wracając do stadionu. Obiekt od chwili powstania w roku 1970 służył lokalnemu rywalowi VSS, FC Lokomotiva. W 1997 FC przejmuje arenę i występuje na niej do dnia dzisiejszego. Lokomotiva Koszyce przeprowadza się na skromniutki i maleńki stadion Krásna nad Hornádom. Swoją drogą historia szachowania obiektami i klubami w Koszycach to sprawa na zdrowy rozsądek niezrozumiała…

Dziś Cermelska 1 wygląda na miejsce, w którym czas zatrzymał się w roku 1998. Niby wszystko odmalowane w pastelowe barwy niebiesko-żółte, niby na pierwszy rzut oka Francja-elegancja, niby całkiem nowocześnie, a jednak świeżego powietrza brak. Konstrukcje trybun wyłożone jakimiś płytami z grubej blachy, zardzewiałe bramki i zaprószone siwą pajęczyną niechlujstwa wnętrze klubu, kontrastują z kolorową ścianką medialną. Lecz proszę nie zrozumieć mnie źle. Czułem się w tym otoczeniu doskonale. Samochodem można wjechać na parking, bezpośrednio przy wejściu na stadion. Mieści się tam restauracyjka, gdzie bezwzględnie trzeba zamówić kufel zimnego Corgonia i usiąść na koronie stadionu. Można bez żadnych przeszkód zejść na murawę i w szale uniesienia poszperać w każdym zakamarku. Nikt nie pilnuje, nikt nie ściga, nikt nie upomina. W gorący sierpniowy dzień to czysta nieokiełznana radość życia. „Byłem w Ryjo, byłem w Bajo, miałem bilet na Hawajo. Byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie. Wszystko chuj”, tam i wtedy wszystko chuj…Piszę to z najwyższą powagą, będąc w Koszycach obowiązkowo trzeba się udać na ten błękitno-żółty stadion.

choreo

Jeszcze na chwilę pozwolę sobie wrócić do rozmowy z Józefem Gazdagą. Przeczytałem gdzieś przed wyjazdem, że Kassai Atlétikai Club miał barwy właśnie niebiesko-żółte, więc z pasją jąłem podpytywać mego rozmówcę o to czy obecny FC VSS Koszyce czuje się spadkobiercą dawnego KAC. Pewnie tak, pomyślałem. Barwy te same, miasto to samo, gra ta sama…Szybko i brutalnie sprowadził mnie do parteru. Żaden słowacki klub nie przyznaje się do swych madziarskich korzeni, (jeśli je posiada), a barwy są po prostu miejskie…

Be First to Comment

Dodaj komentarz