Skip to content

József Gazdag: Polityka ingeruje tak mocno w piłkę nożną, że ją całkowicie skurwiła

Posted in Ludzie, and Wywiad

20160729_131006

Świr, wariat, nawiedzony, nałogowiec. Te wszystkie przymiotniki doskonale opisują stosunek do piłki nożnej naszego rozmówcy. Jeśli jeszcze dodam, że jest wytrawnym znawcą tematu i przy okazji niezwykle przyjaznym, otwartym człowiekiem, to w wielkim skrócie scharakteryzuję Józsefa Gazdagę. Węgierskiego dziennikarza sportowego urodzonego w słowackich Koszycach. Literata wyróżnionego prestiżową nagrodą im. Sandora Brody. Autora „Mojego pamiętnika piłkarskiego” i jak sam o sobie mówi autsajdera życiowego. Wyobraźcie sobie, że mamy upalny, kolorowy sierpień. Siedzimy w restauracji na koszyckim rynku popijając chłodne i pachnące słowackie piwo. Rozmawiamy o tym, co nasz rozmówca ukochał najbardziej…

 

  1. O przeszłości i węgierskim fatalizmie

W jednym z swoich opowiadań cofasz się w czasie i chcesz zmienić losy finału MŚ z 1954 roku…

To tylko zabawa. Jednak patrząc na dzieje futbolu w Europie Środkowo-Wschodniej ma się wrażenie, że zdominowane są one przez nieszczęśliwe porażki. Tak jest też w węgierskiej piłce nożnej, gdzie historia oparta jest na dwóch porażkach w finałach mundialów z 1938 i 1954 roku. Może gdyby nie wybuch rewolucji w 1956 roku wszystko by się inaczej ułożyło. Pewnie Puskas nie zagrałby w Realu Madryt, ale mielibyśmy kontynuację Złotej Jedenastki, bo przecież cała młodzieżowa reprezentacja została w 56 za granicą. Dlatego w węgierskim futbolu nie było potem podobnych sukcesów.

Jak to jest możliwe, że finał MŚ z 1938 jest zapomniany a porażka z 1954 roku wciąż żyje?

W Koszycach w ostatnim spisie ludności tylko 3 procent ludzi to Węgrzy, a przed wojną Węgrów było tu 60-70 procent. W 1938 roku wychodziły tu cztery węgierskojęzyczne dzienniki, a dziś na całą Słowację jest tylko jeden. Dlaczego o tym mówię? W 1938 roku każdy z tych węgierskich dzienników miał swojego korespondenta na mistrzostwach i oni relacjonowali, co się dzieje z węgierską reprezentacją. Nikt wtedy na ten sukces nie zwrócił uwagi. W 1954 o porażce mówili wszyscy. Przed Złotą Jedenastką też była złota era, która jednak została wyparta z pamięci. Kiedy w 1934 mundial wygrali Włosi to w pierwszej lidze włoskiej z 18 drużyn aż 12 miało węgierskich trenerów. W Portugalii było podobnie, trzy najsilniejsze kluby prowadzili Węgrzy.

Skąd się wziął węgierski fatalizm w patrzeniu na historię i futbol?

Chyba dlatego, że tak naprawdę niczego nie wygraliśmy. Rok 1954 nas boli, bo przegraliśmy złoto z drużyną Niemiec, którą pokonaliśmy w grupie 8:3.

Pod koniec lat siedemdziesiątych symbolem węgierskiego futbolu był András Töröcsik, którym zachwycała się cała Europa. Raz nawet, kiedy Rod Stewart zaczynał swój koncert w Budapeszcie, powiedział: Jestem wdzięczny, że mogę występować w kraju, który nam dał Töröcsika. A jak potem wyglądała kariera tego piłkarza? Wpadł w pijaństwo, kariera przepadła i nie wykorzystał swojego talentu i szansy.

Kolejną traumą był 1978, kiedy silna drużyna jechała z wielkimi nadziejami na mistrzostwa świata i przegraliśmy z Argentyną 2-1 a z boiska musiały zejść dwie największe gwiazdy: Torocsik i Nyilasi.

W 1986 jechaliśmy na Mundial, jako pierwsza drużyna w rankingu FIFA z Europy. W eliminacjach pokonaliśmy Holandię na wyjeździe, a magazyn World Soccer określił tę reprezentację, jako drużynę roku i potem w pierwszym meczu mundialu przegraliśmy z Rosjanami aż 6 golami. Podsumowując, mogliśmy być kimś, lub coś wygrać, ale zawsze brakowało ostatniego kroku. Kropki nad i.

Skoro, co jakiś czas pojawiały się utalentowane generacje piłkarskie, co się stało, że potem w latach 90 cała Europa zapomniała, że Węgrzy w ogóle grają w piłkę?

W momencie, kiedy państwo ściągnęło swoja paternalistyczną, opiekuńczą rękę z klubów i musiały one dostosować się do wolnego rynku, musiały się stać częścią show biznesu. Słowacja, Czechy, Polska i Węgry stały się peryferiami futbolu, które mogły tylko dostarczać piłkarzy do lepszych lig. Zmieniły się nie tylko uwarunkowania rynkowe, ale też społeczna rola futbolu. W piłce nie chodziło nigdy tylko o to, co się dzieje na boisku, ponieważ futbol to jest kultura kibicowania, kluby, biznes meczowy i to po roku 89 podlegało wolnej konkurencji.

Od dwóch lat na uniwersytecie w Pécs prowadzi się badania nad postrzeganiem społecznym futbolu. Ponad 50 procent rodziców powiedziało, że nie chciałoby, by ich synowie zostali piłkarzami. Kiedy się zapytano, dlaczego powiedzieli, że nie chcą by dziecko przejmowało negatywne wzorce obecne w futbolu. Nie chodzi o gwiazdorzenie piłkarzy, ale o upodlenie całego środowiska sportowego zamieszanego w korupcję.

DSC00050

 

  1. O futbolu, polityce i korupcji

Czy kult Puskasa na Węgrzech nie odwraca uwagi od tego, co się dzieje teraz?

Nie wydaje mi się, aby tak było, wręcz przeciwnie. Przypomina, że ludzie pragną sukcesów, tak samo jak kiedyś. Wymęczony awans z grupy na ostatnich ME, po samobójczym golu i remisie z Islandią przykrył wszystkie ostatnie sukcesy sportowe Węgrów. Nawet medale olimpijskie. To właśnie brak zwycięstw spowodował wybuch uwielbienia dla Puskasa.

Jak opinia publiczna reaguje na zmiany w futbolu węgierskim?

Kibice nie są głupi, nie będą chodzić na mecze. Ferencváros grał w tym roku pierwszy po 12 latach mecz eliminacyjny do Ligi Mistrzów i na stadionie, który może pomieścić 24 tysiące widzów pojawiło się 8 tysięcy. Szybko pożałowali wydanych pieniędzy, ponieważ nikt na tym stadionie nie szanuje kibiców. Na przykład, żeby wejść na mecz trzeba przejść poniżającą procedurę (chodzi o nowy system rejestracji i czytnik układu naczyń krwionośnych). Kibice bojkotują obecny zarząd klubu. Prezes jest jednocześnie wice przewodniczącym rządzącej partii Fidesz. Jest to chora sytuacja, ponieważ klub dotowany jest z budżetu państwa. Czy awansują do Ligi Mistrzów, czy nie zawsze otrzymają finanse, które pomogą wygrać mistrzostwo kraju z przewagą 20 punktów. Pieniądze te są wyrzucane w błoto, bo wyniki sportowe są żałosne. Ferencváros odpada w eliminacjach europejskich ze słabymi klubami, a mając budżet na poziomie Victorii Pilzno, można grać w Lidze Mistrzów. Pieniądze powodują to, że nie ma konkurencji w kraju, co czyni ten klub jeszcze słabszym. Polityka ingeruje tak mocno w piłkę nożną, że ją całkowicie skurwiła. Procedura skanowania układu naczyń krwionośnych dłoni to nic innego jak udostępnianie władzy związanej z polityką najbardziej osobistych danych. Rzecznik praw obywatelskich kilkukrotnie interweniował w tej sprawie. Dlatego ludzie nie chodzą na stadion.

Ferencváros był zawsze symbolem opozycji, nie tylko wczasach komunistycznych, ale wcześniej też. Obecnie jest to klub władzy, co tworzy sytuację schizofreniczną dla kibiców. Od Fidesu uzależnione są również Videoton oraz MTK.

A sprawa wizerunku Puskasa? Jak reagują kibice na sytuację, w której premier kraju w sposób skandaliczny ten wizerunek po prostu kradnie?

Bardzo ostro. Pełne prawa do wizerunku Puskasa są w rękach Puskas Academy, stworzonej przez Orbana i mającej swoją siedzibę w Felcut, którego stadion został wybudowany także przy jego wsparciu. W ostatniej kolejce ubiegłego sezonu Kispest (klub, w którym Puskas spędził całą swoją węgierską część kariery) grał z Puskas Academy. Ze względu na sytuację z wizerunkiem kibice budapesztańscy szczerze nienawidzą drużyny z Felcut. Mimo, że przegrali to świętowali, bo ich przeciwnicy spadali z ligi. Kilka lat temu miała miejsce inna absurdalna sytuacja. Na swoim sektorze Kispest wywiesił transparent „Kispest, Puskas, Hungary”. Zrobiła się awantura, bo organizatorzy kazali ochronie ściągnąć tą flagę. Do tego idiotyczne sytuacje z wymazywaniem ze zdjęć wzmianek o Puskasu i Kispescie. Długo można wymieniać.

Na Węgrzech wprowadzono specjalny podatek dla firm, który w części mogą przeznaczyć na organizacje sportowe. W ostatnich 4 latach Puskas Academy dostał 11 miliardów forintów, tylko z tego tytułu. Dziewięć innych akademii razem wziętych nie dostaje tyle, co ta drużyna. Z drugiej strony Felcut nie ma żadnych wyników, nie daje kadrze piłkarzy. Model biznesowy tej akademii jest chory. Ludzie o tym wiedzą, widzą to i to jest taki punkt zapalny. Dlatego ludzie odwrócili się od piłki, bo jest utożsamiana z polityką. Średnia frekwencja na meczach wynosi 2,5 tysiąca widzów. To wina polityki, ale też i korupcji.

Obecnie na Węgrzech trwa postępowanie w sprawie ustawiania meczów. Oskarżonych jest 70 osób. Toczy się ono od lat i kibice wraz z upływającym czasem tracą zaufanie do środowiska piłkarskiego. U nas ludzie futbolu nigdy nie skonfrontowali się z korupcyjną przeszłością i teraźniejszością. Uważam też, że obecna korupcja związana z firmami bukmacherskimi jest groźniejsza od tej z lat osiemdziesiątych, ponieważ steruje tym procederem podziemie pochodzące z Azji. Nawet, jeśli są derby Ujpest-Ferencvaros to kibice nie chcą oglądać meczów na stadionie, tylko dopingują w innych miejscach.

Na czym polega ta obecna korupcja?

Dzisiaj za korupcją na Węgrzech stoi podziemie azjatyckie, które kontroluje bukmacherkę w naszym kraju. Dzieje się tak też w innych krajach. Byłem nawet na procesie sądownym w tej sprawie i od tego momentu nawet przez minutę nie jestem w stanie oglądać meczu ligi węgierskiej.

Był taki moment, kiedy poznałem kulisy korupcji, wiosną 2012 r. wtedy przez 12 tygodni zmagałem się z silna depresją, z napadami płaczu poczuciem pustki i apatii. Musiałem całkowicie przewartościować świat, w który dotąd wierzyłem, porównałbym to do tego jak żyjesz 30 lat z jedną kobietą i dowiadujesz się ze przez ten czas dzień w dzień cię zdradzała.

To, że mecze są kupowane widział każdy. Ale już to, że cały futbol jest ustawiany przez zorganizowaną grupę przestępczą to, że z 7 meczów 4 są już ustalone 2 tygodnie wcześniej. To, że piłkarze, za którymi poszedłbyś w ogień i im ufałeś byli najbardziej umoczeni. Takiej skali procederu nigdy nie zakładałem. W Serbii robiłem wywiad z węgierskim kontaktem bałkańskiej mafii. Przez 3 godziny opowiadał mi o konkretnych osobach, meczach, całej strukturze i zasadach działania. Ciężko po czymś takim sobie znowu włączyć mecz ligi węgierskiej. Dlatego wole zagraniczne ligi lub mecz na wsi.

 

  1. O uzależnieniu i współczesności

Dlatego oglądasz mecze amatorów?

Był taki weekend, kiedy byłem na finale Ligi Mistrzów miedzy Bayernem i Borussią na Wembley. Kiedy wróciłem to poszedłem od razu po wyjściu z samolotu na mecz najniższej ligi gdzie grała na Słowacji węgierska drużyna. Zespoły wychodziły na to wiejskie klepisko przy muzyce z Champions League. Na trybunach było 20 widzów. Nie jestem w stanie powiedzieć, który mecz był większą esencja futbolu, ten na Wembley czy ten wiejski. Dla osoby uzależnionej nie ma znaczenia, jaki kaliber narkotyku zażywasz. Te mecze to mój nałóg.

Nie masz problemu z pieniędzmi, jakie teraz są płacone za piłkarzy np. 120 milionów za Pogbę?

Komercja zabija duszę futbolu. Dziś futbol jest wiodącą częścią show biznesu. Futbol musi zadowolić kibiców żyjących w świecie konsumpcjonizmu. Nie nazwałbym piłkarzami osoby, które zarabiają takie pieniądze. To są marki handlowe. Messi to taka sama marka w piłce jak Brad Pitt czy Angelina Jolie w przemyśle filmowym. Pierwszy zdobywca Złotej Piłki Stanley Matthews chodził piechotą na treningi, a kiedy już był bardziej znany to jeździł autobusem i rozmawiał wtedy z kibicami. Dziś Wayne Rooney nie rozmawia z kibicami. To są dwa światy, które się ze sobą nie kontaktują i żyją obok siebie. W latach osiemdziesiątych trzy piętra nade mną mieszkał Jan Kozak. Dzisiejszym selekcjoner reprezentacji Słowacji. Wtedy był wybrany najlepszym piłkarzem Czechosłowacji. Mieszkał na 10 piętrze w 3 pokojowym mieszkaniu, dziś to nie do pomyślenia, by taki Lewandowski albo Piszczek mieszkał w normalnym bloku nad tobą. Świat kibiców i piłkarzy, to są dwa różne światy, które się ze sobą nie spotykają.

Jak to jest możliwe, że po meczu gdzie piłkarze podają na centymetry idziesz oglądać mecz, gdzie piłkarz nie może prosto kopnąć piłki?

Ponieważ futbol to nie jest tylko gra na boisku. To jest atmosfera, idziesz o 10 w niedzielę przed południem na wiejski mecz. Na 100 widzów, 50 jest już pijanych. Wszyscy maja po 70 lat, bo młodych na wsi nie ma. Słuchasz jak oni wplatają w kibicowanie różne anegdoty ze swojej przeszłości i mizerii wiejskiego życia, komentują mecz i kibicują. Za 50 centów kupujesz napój, a nie za 5 euro. To ma swój urok. Przyznaję, że jeśli chodzi o Ligę Mistrzów to jeszcze nigdy nie oglądaliśmy futbolu na takim poziomie. Drużyna Puskasa biegała 50 procent mniej niż dziś się biega. Pomimo tego ciężko mi się fascynować Liga Mistrzów, która jest modelem biznesowym i powiększa przepaść miedzy Europą Zachodnią, a Wschodnią. Ten etap gdzie płaci się dobrze klubom, czyli np. ćwierćfinał, to tam ciężko szukać drużyny z Europy Środkowej (Czech, Polski, Węgier, Rumunii, Bośni lub Austrii). Ostatnią taką drużyną była Legia w 1996 roku. Ukraińskich i rosyjskich drużyn nie bierzemy pod uwagę. Dwadzieścia lat minęło i cały model Ligi Mistrzów działa tak, że Europa Środkowa nie ma żadnych szans. Jest 7 lub 8 wielkich klubów, które działają na zasadach międzynarodowych korporacji, które sobie podzieliły rynek piłkarski na całym świecie i inni już nie maja dostępu do tego niego. Nie tylko Europa Środkowa została w tyle, bo Holandia, Belgia, Portugalia również. Benfica, Ajax, Anderlech już nigdy nie wygrają Ligi Mistrzów, a co dopiero Legia czy Ferencváros.

Czy znajomi nie uważają Cię za świra?

Może brzmi to zabawianie i wygląda to na rozrywkę, ale będąc uzależnionym od futbolu wygląda to tak jak każdy inny nałóg np. alkohol. Tracisz ludzi wkoło siebie, pewnie kontakty i relacje się urywają.

Jak nie gra liga, jest przerwa to, co oglądasz?

Po to zostały wymyślone płyty dvd z podsumowaniem sezonu.

 

Z Józsefem Gazdagą rozmawiali: Daniel Karaś, Dávid Zeisky i Norbert Tkacz

One Comment

Dodaj komentarz