Skip to content

Ja to miałem bardzo dobre połączenie na mecz, proszę Pana…

Posted in Osobliwe sportu przeżywanie

Oczywiście, na mecz Polska – Kazachstan, proszę Pana, mecz eliminacyjny do Mistrzostw Świata, bilety za darmo od kolegi, przecież to okazja, czemu nie skorzystać. Więc wstałem w poniedziałek na jakiejś miłej wsi na pomorzu o 8.00, z dosyć mocnym delirium tremens, proszę Pana, bo taką mam pracę, że piję z ludźmi, co nie mówią po naszemu no i ja piję z nimi i po jakimś czasie też już nie mówię po polsku, a oni mi za to płacą. I tam właśnie po trzech dniach wstaję, budzi mnie tupot kotów, niedobrze, niedobrze, ale to dobrze, bo śniadanie już zjadłem na kolacje i dyskretnie zwróciłem, przepraszam Pana za takie szczegóły. Więc wsiadam z gośćmi Madziarami do busa-kopciucha, nie mieszczę się, bo nikt nie kalkulował, że tłumacz to też człowiek, więc siadam na skrzyni biegów i jedziemy do Gdyni, oglądamy port, proszę Pana, pada, ale to dobrze, bo nic tam nie ma. Potem szukamy dla gości możliwości WC za darmo i 5 godzin poszło, proszę Pana, zleciało jak z bicza strzelił. Bardzo dobrze, bo mecz dopiero o godzinie 20.45. Więc jeszcze jemy, żegnamy się, już godzina 16.00. Szukam dworca PKP, stoję ledwo godzinę za biletem, wsiadam do „pendolino” PKP Intercity za 150 zeta, podróż szybko mija, proszę Pana, bo kobieta naprzeciwko mnie kopie. Przynajmniej nie zasypiam, pełny luksus i już jestem w Warszawie. Nawet trochę przed meczem. Czekam na przyjaciela, proszę Pana, potem szukamy WKD, mija następne pół godziny. WKD jest. Stadionu nie ma, proszę Pana, bo tam WKD nie jeździ. Ale to dobrze, bo kolejka co jeździ na stadion to tam nie jeździ gdzie WKD, więc szukamy dalej. Wystarczyło wysłuchać czterech sprzecznych ze sobą instrukcji jak dojechać na Narodowy i już się zbliżamy, proszę Pana. Podobno najlepiej metrem, więc jedziemy jakąś inną kolejką. Szukamy bramy, nie ta, ale to dobrze, bo byśmy i tak nie weszli. W końcu wchodzimy na mecz spóźnieni, ale to nic bo coś orłom na dole w ten dzień piłka bardzo przeszkadza. Ooo, gol, brawo. Nie, chwila, przecież spalony, wiadomo. Przecież to Kazachowie strzelili, to to się nie liczy, bo to nie futbol i gdzie duma narodowa… Już przerwa, proszę Pana, to dobrze, bo można iść po piwo. Tyle, że drogie, ale to nic, bo za długa kolejka, więc i tak by się nie wystało. Chyba, że zamiast meczu, którego w sumie nie ma. W drugiej połowie wychodzimy przed golami, bo mamy świetne połączenie do Krakowa. Szukanie bramy, szukanie kierunku do kolejki, lekkie spóźnienie, potem już tylko odebranie bagażu z dworca i jestem w domu to znaczy w TLK do Krakowa. 23.00 ruszamy, proszę Pana i już 3.20. jestem na Dworcu Głównym starej stolicy, potem deszcz, wilki, szukanie taksówki i już jestem w domu po 4.00. Jem kolację na śniadanie i idę spać. Nie mogę zasnąć, ale to nic, bo jestem wkurzony i sobie tak myślę po co ja na te mecze na żywo łażę. Czuję się proszę, Pana, jak ostatni lump co dostał igrzyska i kromkę suchego chleba. I się siedzi, proszę Pana, na takim stadionie z innymi lumpami, w czapkach z motywami nordyckimi i czerwonymi perukami. I tak patrzę na te twarze, czerwone, proste, lekko lub bardziej przepite i się zastanawiam, proszę Pana, czy to ja już taki snob czy to jednak jedna wielka tandeta… I czy taki ewenement to patriotyzm czy bardziej komercyjny kuksaniec dla tej całej dumnej Polski, co już dawno wstała z kolan i teraz jak husaria zawojuje cały świat z biedronkami i cinkciarzami. Może mi Pan dać w pysk, ale ja już więcej na mecz reprezentacji nie pojadę, proszę Pana.

 

p.s.:

dla młodszych czytelników mały przypis „jutubowy”:

Be First to Comment

Dodaj komentarz