Skip to content

Homo Ludens, dzień doskonały.

Posted in Osobliwe sportu przeżywanie, and Recenzje

 

gra2

 

„Bawimy się i wiemy, że się bawimy, a więc jesteśmy czymś więcej niż jedynie rozumnymi istotami, ponieważ zabawa nie jest rozumna.”

Johan Huizinga

 

Warto się czasami zastanowić nad tym, jakie są nasze najlepsze wspomnienia. Czy są one powiązane z jakimś nominalnie ważnym i dużym wydarzeniem lub jakimś wyjątkowym okresem w naszym życiu a może jednak jest to jakiś całkowicie banalny dzień, w którym niby się nic takiego nie zdarzyło a jednak pamiętamy go bardzo dobrze z różnymi detalami, jak tylko nam się przypomina to od razu czujemy wewnątrz spokój, ukojenie a pewnie i nawet szczęście, którego w normalnych warunkach nie potrafimy zdefiniować. Może się okazać, że tych wspomnień tak dużo nie będzie wygrawerowanych w naszej pamięci. Pozostają tylko te bardzo specjalne: skojarzenia zapachu, smaku, pogody, stanu ducha, ale tak naprawdę akurat, dlaczego te dni a nie inne? Lou Reed śpiewał w swoim słynnym utworze o „Perfect day” – o tym jednym doskonałym dniu spędzonym w nowojorskim Central Parku:

Po prostu doskonały dzień
Sprawiłaś, że się zapomniałem
Pomyślałem, że jestem
Kimś innym, kimś dobrym”

Oczywiście do dzisiaj nie jest do końca jasne i dlatego interpretowane w różne sposoby, z kim tak naprawdę Lou Reed spędził swój doskonały dzień. Czy aby na pewno to była jego późniejsza żona – Bettye Kronstad – jakby to wynikało z prostej logiki oraz z pozornie romantycznego przekazu utworu oraz wykonania? A może chodzi jednak o coś innego? Może należy zadać pytanie nie, z kim a z czym? Słynny utwór został pokazany w nowym świetle w – można powiedzieć, choć ja osobiście nie znoszę tego określenia – „kultowym filmie” „Trainspotting” o szkockich heroinistach i ich perypetiach. Więc może recepta doskonałego dnia to nic innego jak spędzenie go ze swoim uzależnieniem – może to być heroina, sex, praca społeczna – dzień spontaniczny albo starannie przygotowany, gdzie się nie liczy to, co było wczoraj oraz co będzie jutro – a raczej uczucie, że jutro będzie dobrze – dzisiaj jestem tylko ja i moja słabość – albo z własnej perspektywy: właśnie tylko ja i moja moc.

Kiedy robię remanent w swoich wspomnieniach mam tylko jeden sposób, aby uporządkować wyrywkigra3 pamięci oraz uporządkować dni, miesiące, lata. Ktoś może je wiąże z miłościami – aaa, tak, pamiętam, wtedy i wtedy akurat byłem z tą/z tym…, co to był za piękny okres – ktoś inny może przyporządkować np. z pracą – ooo, pamiętam, wtedy pracowałem tu i tu… dobrze się wtedy żyło – jednak mnie jest najbliżej do kogoś, kto archiwizuje swoją przyszłość odnosząc się do akurat w danym okresie używanych substancji odurzających. Jakbym bardzo chciał to pewnie – trochę na siłę – mógłbym powiązać moje doskonałe dni z jakimiś dziewczynami czy zarobionymi sumami a nawet i pewnie ewentualnie z jakimiś substancjami nie do końca legalnymi. Ale u mnie systematyzacja danych pamięci – w tym oczywiście odczuć i nastrojów – dokonuje się przez klucz kategoryzacyjny oparty na grach komputerowych.

Nie pamiętam za bardzo, co było w roku 1999 oprócz oczywiście niesamowitej gry „Half-Life”. Była to pierwsza „strzelanka” w całkowicie renderowanym 3D, którą zagrałem do końca i ją skończyłem. Rok później było jeszcze lepiej. W 2000 roku wyszła gra, z którą związany jest mój jeden z niewielu „doskonałych dni”. Nawet jak dzisiaj o tym pomyślę to mnie zniewala ekscytacja, ale i smutek, że pewnie już takich momentów nie będzie. Właśnie w tym okrągłym roku, kiedy jednak wyglądało na to, że to nie będzie koniec świata i komputery też nie miały problemu żeby się przestawić na datę 2XXX, więc właśnie wtedy, przepiękną wiosną zainstalowałem moją grę „marzenie” – „Grand Prix World”.  Niesamowicie dopracowana symulacja, gdzie można się było wcielić w managera ekipy Formuły 1 i zarządzać różnymi aspektami swojej drużyny. Przy okazji można było oglądać każdy wyścig w tak zwanym „real time” na ruchomych obrazkach częściowo wykorzystujących technikę 3D oraz zdjęcia 2D w tle. Była to niesamowita koncepcja, nie mówiąc już o tym, że między innymi trzeba było pozyskać sponsorów na następny sezon, – co w ogóle nie było takie łatwe – a logo każdego nowego sponsora pojawiało się na widoku auta w 3D… I właśnie to jest to wspomnienie. Mógłbym mówić o tym godzinami. Wątpię żebym kiedykolwiek opisywał z taką pasją dziewczynę z przeszłości.

gra1To był mój pierwszy doskonały dzień. Grę nabyłem kilka dni wcześniej, ale dopiero zacząłem poznawać jej mechanikę. Jest to gra, którą trzeba zacząć wiele razy od nowa aż się już będzie miało tyle rutyny, żeby następne otwarcie było udane, przemyślane i skuteczne. To był ten dzień. Już wiedziałem, którą drużyną chcę zagrać, znałem też mechanikę na tyle, aby wiedzieć, że kluczowe są dwa pierwsze sezony w grze. Jeżeli się je przeżyje to nadejdą efekty ciężkiej pracy i można zrobić krok od przodu, zdobyć pierwsze punkty w trzecim sezonie a później ewentualnie zakontraktować Barrichello czy brata słynnego Schumachera – Rafaela. Na Węgrzech, a konkretnie w Budapeszcie gdzie wtedy mieszkałem fascynacja Formułą 1 była wszechobecna. To było całkiem normalne, że w niedzielę rodzinka siadała przed kanałem telewizji „węgierskiej jedynki” i oglądają relacje na żywo z wyścigu. Była to jedyna dyscyplina, która swoją popularnością mogła konkurować z piłką nożną, (jako trzecia siła był oczywiście zawsze tenis). I wtedy ja, znający te wszystkie ówczesne ekipy, tory oraz kierowców, mogłem wziąć w tym udział, jako osoba, która zmienia oblicze Formuły 1! Tworzy historię! Ile to ja konferencji prasowych odbyłem po ważnych wyścigach siedząc na toalecie. Ile to godzin spędziłem popijając kawę i gapiąc się w monitor nie robiąc nic po to tylko, żeby obserwować jak mój zawodnik sobie radzi podczas wyścigu. Żeby było jasne: w tej grze się nie sterowało bezpośrednio bolidem. Komputer generował wyniki na podstawie tego, jaki bolid udało nam się stworzyć, jaką taktykę obraliśmy oraz jakie modyfikacje wprowadzaliśmy podczas wyścigu. A najważniejsze w tym wszystkim to było to, że zagranie jednego sezonu – nawet w trybie przyspieszonym – zajmowało od 6 do 12 godzin. Kluczowy był zawsze trzeci sezon, więc mój doskonały dzień zakładał, że może to być sesja na 18 albo i 36 godzin. A gdzie przy tym szkoła? – Mógłby się ktoś zapytać. Bez obaw. Był to ostatni rok szkoły średniej, rok maturalny, który kończyłem w trybie zaocznym – tak, miałem lekcje dwa razy w tygodniu i to wieczorami. Więc mój „perfect day” zaczął się od małej pracy – jedno z moich pierwszych prac tłumaczeniowych i z poczuciem satysfakcji wróciłem do domu wczesnym popołudniem i zacząłem sesję trwającą do końca następnego dnia. W międzyczasie zadzwoniły do mnie dwie koleżanki w stanie wskazującym abym wpadł do nich na winko. Ooo, nie. Już dziewczyny na pewno nie zepsują mojego doskonałego dnia…

To był oczywiście tylko początek. Były jeszcze doskonałe dni, ale już trochę inne. Zawsze jednak ten pierwszy raz to pierwszy raz. Chciałbym się w tym cyklu artykułów podzielić moim „uzależnieniem” i opisać te gry sportowe, które wywarły na mnie największe wrażenie i dzięki którym jestem w stanie uporządkować swoją pamięć i wspomnienia.

 

Gra „Grand Prix World” – nawet po 16 latach od premiery dalej najlepszy manager Formuły 1 na PC – jest dostępna w Internecie i do dzisiaj baza fanów tworzy do niej dodatki oraz łatki, które aktualizują drużyny, kierowców czy sponsorów. Pod tym linkiem można ją ściągnąć w celu wypróbowania:
http://www.theisozone.com/downloads/pc/windows-games/grand-prix-world/

A pod tym linkiem można znaleźć różne aktualizacje i modyfikacje:

http://www.simracingworld.com/games/87-grand-prix-world/

 

Autor: David Zeisky

Be First to Comment

Dodaj komentarz