Skip to content

Hazard jest silniejszy od najsilniejszego charakteru. Jan Nowicki

Posted in Ludzie, and Wywiad

Umówiliśmy się z Janem Nowickim w Kielcach. Chcieliśmy porozmawiać z „Wielkim Szu” o Janie Ciszewskim i hazardzie. O tym czy można pogodzić normalne życie grając namiętnie w karty na pieniądze. Czy można oprzeć się pokusie wciągnięcia w świat hazardu do końca, zatracając kontakt z rzeczywistością. W końcu, jakimi ludźmi są nałogowi gracze i co powoduje, że nie potrafią odejść od stołu…

JN: Ciszewski był hazardzistą z tego co słyszałem. Osobiście go nie znałem, ale opowiadali mi o tym piłkarze. Grał w konie, chodził na Służewiec, karty… 

Blog358: Czym poker wciąga? Czym jest w stanie zafascynować i wessać? 

JN: Ponieważ rozmawia pan z aktorem, który zagrał Wielkiego Szu, wydawać by się mogło, że na pokerze się świetnie znam. Co nie jest prawdą. Oczywiście grałem w pokera, z Jurkiem Bińczyckim spotykaliśmy się często, z Krzysiem Litwinem, to taka stara generacja piwniczna, no i grywaliśmy w pokera. Świętej pamięci Barbara Janiszewska-Sobotta, która była zresztą mistrzynią Europy w biegu na 200 metrów, matka mojego syna, miała taką jedną groźną cechę. Jej nie przeszkadzało, że ja przegrywam, potrafiła wyciągnąć ostatnie pieniądze, żebym sobie pograł. To była ta cecha. Raz się wygrywało, raz się przegrywało… 

Ale o Janku Ciszewskim. Zaraz będę też mówił o pokerze.  

To był talent. Czysty talent. Ci ludzie którzy teraz relacjonują piłkę nożną przeważnie tego nie mają. Za dużo mówią albo za mało mówią. W zasadzie niszczą widowisko. Dostała się za mikrofony cała masa ludzi niekompetentnych.  

A Janek? Zacznijmy od tego, że miał świetny głos. Głos, którego nie sposób było nie słuchać. Miał pewną taką w dobrym tego słowa znaczeniu, agresywną relację. Wprowadzał takie wątki do komentarzy całkiem prywatne. Na Węgrzech był taki sprawozdawca, nazwiska jego nie pomnę, który mówił na przykład pod adresem piłkarza „po takim zagraniu, żona ci kolacji nie zrobi”. To był taki element humorystyczny, prywatny. Janek też to miał. Bardzo często jego relacje były lepsze od meczu, który się oglądało. Miał to coś. Szpakowski też to ma po części, no i Bohdan Tomaszewski. Tak jak on relacjonował tenisa… Był mistrzem w tym. 

Z tego co mówili piłkarze kazał młodym zawodnikom torby za sobą nosić. Nie znałem bliżej gościa, natomiast słuchałem jego transmisji i to był ktoś. Do tego trzeba mieć talent, to nie wystarczy tylko znać nazwiska, czytać gazety, znać się ogólnie na piłce. Tak drażnią mnie ci co relacjonują, bo ja oglądam Barcelonę często, co się będę męczył z jakimiś naszymi drużynami, to tam bez przerwy gada jakiś facet, co wyczytał w gazetach, popisuje się jakimiś wiadomościami, które ja znam lepiej od niego. On mi to opowiada… 

Blog358: Wróćmy do pokera. 

JN: Poker to jest… Ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem. Wygrał lepszy. Tak mówił Wielki Szu. Co to znaczy oszukiwałem? To nie oznacza, że znaczonymi kartami grałem, czy coś takiego. To w blefie jest pewne oszustwo. Psychiczna walka z przeciwnikiem. Trzeba z nim wygrać na charaktery. Oczywiście pieniądze są środkiem do celu, żeby wygrać, albo przegrać. 

Poker to jest namiętność i psychologia. Człowiek który gra w pokera po to, żeby wygrać pieniądze, to już nic nie rozumie. U nas w teatrze chłopcy obstawiali konie na Służewcu. To też jest przecież hazard. Kiedyś jak spytałem Andrzeja Kozaka, słyszałem, że wygrałeś jakieś duże pieniądze. Co za to kupisz? To jeszcze była bida komunistyczna, może coś do domu, czy jak. Odpowiedział mi, nie, te pieniądze są na siano. Chodziło o to, że są do przegrania na wyścigach. Ten który siada do pokera i wygra i ucieka z pieniędzmi to nie jest pokerzysta. To cwaniaczek, któremu się chwilowo powiodło. I tyle. Problem polega na tym, żeby przegrać, dać sobie z tym radę i odegrać się. Żeby pokonać przeciwnika także siłą fizyczną. Często rozgrywka kończy się nad ranem, towarzyszą temu papierosy, alkohol. Jak się siada o godzinie 19, a kończy się o 4 nad ranem to trzeba mieć siłę fizyczną i psychiczną.  

Miałem niedawno takie zdarzenie pokerowe, zabawę, ale w tym tkwiła tajemnica pokera. Otóż w mieście w który panowie mnie odwiedzacie był mój przyjaciel Muniek Staszczyk. No i on tak jak wy zadawał mi pytania, co to jest ten poker, co mogę na ten temat powiedzieć przecież grałem Wielkiego Szu. Ja ci nic nie mogę powiedzieć, odparłem. Znasz mniej więcej zasady pokera? On mówi tak. Para, dwie pary, trójka, street, kolor, kareta… No to widzę, że jesteś zorientowany. Grywałeś kiedyś? No grywało się z chłopakami, odpowiedział Muniek. No to ja mówię mamy karty, jakieś pieniądze. Ty połóż sto złotych i ja położę sto złotych. Trochę udawał, że w ogóle się nie orientuje co dalej, a ja rozdaję po pięć kart. Nie będziemy przebijać, tylko odrzucisz coś i dokupujesz tyle ile odrzuciłeś. No i dobra. Wygrałem sto złotych i mówię koniec. Ja miałem trójkę asów, a on dwie pary. Widzisz, mówię, te pieniądze idą do mnie. On na to, aaa, tak to wygląda. Widzisz drogi Muńku, ja teraz kładę te 200 złotych. Masz jeszcze jakieś pieniądze? On odpowiada, że ma. To daj te 200 i będzie na stole 400. Ta sama zabawa, po pięć kart. No i wygrałem, biorę te 400 złotych, a on mówi, kurwa to ja już przegrałem do Ciebie 200. Ale co to jest za sprawa, odpowiadam. Ja teraz kładę te 400, ty kładziesz 400 i jak wygrasz to odrobisz z nawiązką wszystko. Odpowiada, niby tak. Gramy dalej. Wygrał i już wiedziałem, że facet się załapał, że już go mam. To widać po oczach, po kolorze skóry, po sięganiu po papierosa, po kieliszek… 

Blog358: Przegrał Pan specjalnie to trzecie rozdanie? 

Nie. Niespecjalnie. Po prostu przegrałem. On mówi, cholera to Cię ograłem w Twoim własnym domu. Odpowiadam, że to tylko zabawa. Ale czekaj, mam tu jakieś jeszcze pieniądze. To ja tutaj 500 położę. Ty położysz i jeszcze Ci trochę zostanie. Przegrał. Skracając to opowiadanie, on pyta w pewnym momencie, gdzie tu jest toaleta. Poszedł, wraca, a on jest taki słodki, prawdomówny, ekspansywny. Janek, kurwa, co tu się dzieje? Ja Ciebie lubię, ale teraz nienawidzę. Przecież, ty mnie ograłeś. Co to jest? Co ja żonie powiem? Odpowiadam, żony się boisz? Przecież to są tylko pieniądze. Dajmy jeszcze po 600. A on, że to za dużo. Ale tam za dużo. Ile bierzesz za koncert? Skończyło się tak, że przegrał do mnie. Już nie pamiętam, ile, ale tak z 800, 900 złotych. A w pokerze jest coś takiego, że nie ma zmiłuj się, jak już siadasz do gry i przegrasz to trudno. Trzeba pożyczyć, nie pożyczyć. To są długi honorowe… 

Teraz mi wpadło do głowy, że jak będę w Warszawie to wpadnę do niego, żeby się odegrał. Jakimś sposobem go namówię, żeby usiadł, bo tam nie było żadnego oszustwa. Żadnej kobyłki, żadnych znaczków… 

Skoro mówimy o hazardzie, a jest to bardzo poważny problem, bo to nie dotyczy tylko kart. On jest w człowieku. Chęć wygrania, chęć łatwego zarobku, chęć przechytrzenia kogoś. Wygrania z przeciwnikiem psychicznie. To można przerzucić na inne dziedziny życia. Jeśli ktoś jest hazardzistą w życiu, nie musi zajmować się pokerem. Z moją partnerką Martą Meszaros i jej synem byliśmy kiedyś w Wenecji. No i Zoltan poszedł do kasyna. Gówniarz wygrał tysiąc czy dwa tysiące dolarów. To był wtedy majątek. Dolar miał nieprzytomną zupełnie wartość. To było takie kasyno, gdzie trzeba było mieć smoking, pożyczał ode mnie i co wieczór tam chodził. Na drugi dzień też wygrał. I już był załatwiony. Poszedł na trzeci wieczór i przegrał wszystko. Doszło to tego, że w tajemnicy przed matką pożyczał ode mnie po 100, 200 dolarów. Już mu zaczęły rączki latać, był znerwicowany. Zachorował. Potem już pożyczał tylko po 10,20 dolarów. Żeby tylko zagrać. 

Blog358: Zachorował na pieniądze? Na adrenalinę? 

Na wszystko naraz. Zawsze są w tle pieniądze, ale jest ta emocja, ta adrenalina. To jest jak seks. To jest jak orgazm. Przecież jak jest dużo w banku, grasz w oczko i jest to ostatnie rozegranie to przeżywasz orgazm. To jest niesamowite napięcie. Do czego doprowadza hazard wiemy na przykładzie Fiodora Dostojewskiego, który jeździł do Wiesbaden, znam zresztą to kasyno, a tam potrafił swojej żonie Annie zabrać ostatni łańcuszek wziąć z szyi, żeby jeszcze raz postawić. 

Blog358: To jest silniejsze od najsilniejszego charakteru? 

Absolutnie. To jest potężne.  

Blog358: Znał Pan kogoś, kto wygrywając, wsiąkając w partię potrafił odejść od stołu? 

Tak, ale ja takiego kogoś nigdy nie nazwałbym pokerzystą. Znałem takiego jednego, nawet był w teatrze. Bardzo lubił grać w pokera, ale to był szmondak, bo on zawsze nas ogrywał. Cierpliwy był skurwysyn taki, nudny. I pod byle jakim pretekstem, kiedy tylko był do przodu finansowo się wycofywał. Nie grał, nie dawał rewanżu, tylko zbierał korzyści. W jakimś sensie żył z tego. To nie na tym przecież polega.  

Blog358: To znaczy, że pokerzysta musi przegrywać? 

Nie. Oczywiście, że nie. 

Blog358: Tak to trochę brzmi 

Przecież nie mówimy o jednej partii. Mówimy o dalszym ciągu. Nie o jednym rozdaniu czy jednej nocy. Mówimy o życiu pokerzysty. Hazardzisty. On w gruncie rzeczy musi przegrać. Powiem więcej, bardzo możliwe, że w porażce jest moment rozkoszy i adrenalina. To jest pewna podnieta w tym, że ktoś mnie pokonał. No przecież w jakimś sensie widzimy to u bokserów, którzy upatrują jej w tym, że dostają po ryju. I to jest namiętność. To jest po prostu ludzkie. Dziwne bardzo… Ale ludzkie. 

Be First to Comment

Dodaj komentarz