Skip to content

Czego szukam w sporcie?

Posted in Osobliwe sportu przeżywanie

Czasami mam wrażenie, że ludzie generalnie dzielą się na dwie grupy. Jedni wiedzą jak to się robi, a drudzy nieustannie zadają sobie te same pytania – jak żyć, gdzie jest sens, po co robić to, po co robić tamto, co zrobić teraz, i znowu czy to w ogóle ma sens?

Mariusz Szczygieł pewnie nazwałby to dążeniem do prawdy, szukaniem prawdy. Jego książka „Projekt prawda” doskonale oddaje to instynktowne dążenie. A powstała od jednego zdania. „Przyszło mi do głowy, że każdy rozsądny człowiek powinien dążyć do prawdy, starać się odkryć w swoim życiu jedną, bodaj najmniejszą prawdę. W przeciwnym razie życie jego wydawać się może zmarnowane” – te słowa bohatera powieści Stanucha były dla Szczygła inspiracją do szukania cudzych prawd, które opisał w tej książce. Swoją drogą książce, którą przeczytać powinniście.

Czasami szukamy inspiracji do tego żeby coś napisać, zrobić, nabrać rozpędu lub żeby żyć w określony sposób. Szukamy tej iskry, która wywoła pożar działania. Czasami najłatwiej odnaleźć to w sporcie.

Bogusław Linda w jednym z wywiadów powiedział ostatnio „w życiu generalnie przegrywamy, nawet jak wygrywamy to tylko nam się wydaje”. Sport to taki filtr, który nakładamy na życie, i który powoduje, że jest odwrotnie. Zawsze wygrywamy, a nawet jak przegrywamy, to wygrywamy. Wygrywamy ze sobą, ze swoim lenistwem, ze swoją ułomnością. Robimy nawet na poziomie amatorskim rzeczy, które dla nieuprawiających sport są nieosiągalne, jak wyjście na siłownię po 12 godzinach pracy, lub wstanie o godz. 5 rano na trening, a o przebiegnięciu maratonu przygotowując się do tego przy dwójcie dzieci nie wspominając. To niby takie małe zwycięstwa, ale dla niektórych nierealne, wręcz jak wejście na Mount Everest. Jest tylko jeden moment, w którym sportowcy zaczynają przegrywać, kiedy kończą karierę i odstawiają sport na bok.

W sporcie o prawdę jest łatwiej niż w życiu, a na pewno dochodzi się do niej szybciej, bo w sprocie czasy płynie szybciej, kiedy w życiu dopiero się rozkręcasz, w sporcie już kończysz karierę. W sporcie los mówi „sprawdzam” częściej niż w życiu, na każdym treningu, na każdych zawodach. Dlatego każdy trener, klub, mecz, piłkarz ma swoją prawdę nawet najmniejszą, ale taką, dzięki której może nam się zacząć wydawać, że wygrywamy również  w codziennym życiu.

Ok. Koniec z tym zadawaniem pytań. Spójrzmy na odpowiedzi.

Liczy się pasja

To takie banalne, ale co to tak naprawdę oznacza? Mircea Lucescu powiedział kiedyś: „Jeśli cała nadzieja umiera, tylko pasja pozwala zmartwychwstać. Żeby wrócić, znów zacząć wygrywać, potrzeba pasji”. Nie ma przyjemności z życia, nie ma zaangażowania, nie ma satysfakcji i poczucia spełnienia, jeśli brakuje pasji. Jan Nowicki dobrze to kiedyś podsumował: „Kobiety i dzieci odchodzą, miłość przemija, a to, czym się zajmujesz zostaje”. Kiedy szukasz sensu, kiedy zastanawiasz się, co dalej robić w życiu, czym się zająć, szukasz motywacji – sięgasz do pasji. Ona daje napęd. Często pasja, to dopiero początek działania, projektu, pracy. Adam Nawałka powtarzał swoim piłkarzom: „Pasja już nie wystarczy. Potrzebna jest obsesja”.

Komfort to wróg

Ile razy szukaliśmy dogodnego momentu by coś rozpocząć? Nie ma lepszego momentu niż „teraz”, „dzisiaj”, a im bardziej okoliczności są nieidealne tym lepiej. Prawda Diego Simone jest taka: „Uciekam od wszystkiego, co daje mi komfort. Komfort jest wrogiem”. A pamiętacie, co powiedział Nikki Lauda w filmie Rush? Definiuje to podobnie: „Szczęście to wróg. Osłabia. Zasiewa wątpliwości. Nagle masz coś do stracenia”. Najlepsze okoliczności by działać są tu i teraz. Poczucie sukcesu rozleniwia. Powoduje, że zaczynamy żyć historią, daje uczucie sytości. W sporcie najwyższy poziom mistrzostwa, osiągasz wtedy kiedy bronisz tytuł, medal, wygrywasz kilka razy z rzędu. A zaczynasz przegrywać najczęściej w momencie, kiedy poczułeś się wygranym.

Droga do mistrzostwa jest nudna

Uczucie zwycięstwa jest lepsze niż orgazm i z reguły trwa dłużej. W telewizji zawsze widzimy efekt końcowy mistrzostwa. Widzimy sportowca na ostatniej prostej, o krok od sukcesu. A tymczasem mistrzostwem jest to, czego kamery już nie pokazują, bo jest nudne. Wdzieliście, w jakich warunkach trenuje Anita Włodarczyk? Nie. A widzieliście jak zdobywa złoto w Rio? Zapewne tak. Muhammad Ali trafił w dziesiątkę: „Nienawidziłem każdej minuty treningu, ale powtarzałem sobie: nie poddawaj się, przecierp teraz i żyj resztę życia jako mistrz”. Jeśli pływanie jest nudne to jak nazwiemy zawodowe trenowanie tej dyscypliny? Michael Phelps w 2004 r. na igrzyskach w Atenach zdobył 6 złotych medali. A wicie co było wcześniej? Przez pięć lat (1998 – 2003) opuścił tylko trzy dni treningu! Jeden dzień przez zamieć śnieżną, bo nie dało się dojechać na zajęcia, a dwa kolejne, gdy miał usuwany ząb mądrości.

Ból jest tylko jednym z etapów… Dakaru

Pewnie kojarzycie Rafała Sonika, a wiecie dlaczego wygrywa w życiu i w sporcie? Bo jest odporny na ból, na brak komfortu. Po wygraniu Dakaru fajnie opowiadał o tym w wywiadzie dla magazynu Malemen:

„Na ból jest bardzo prosta maksyma. Boli tych, którzy przegrywają. Bolało mnie po tym wypadku. Wciąż mnie boli. Nawet teraz. Ale to był etap maratoński. Nie było dostępu do lekarza ani fizjoterapeuty. Etap przetrwania. Spaliśmy na podłodze. Dostaliśmy dwa koce i to wszystko. Nawet nie zdjąłem ubrania. Czułem, że wszystko jest poklejone od krwi i nie chciałem widzieć wybroczyn. To by mogło osłabić psychikę. Quad ocalał, więc mogliśmy jechać dalej. Dakaru nie można pokonać bez bólu. Zwycięstwo w sferze metafizycznej nie polega na tym, że jestem najszybszy. Chodzi o to żeby być najdzielniejszym. Dojechać nawet z naderwaną ręką. Ale nie dojechać w ogóle, tylko dojechać najszybciej jak to tylko możliwe. To rywalizacja wewnętrzna. Nie polega na tym żeby sobie zadawać ból, ale na tym, żeby znieść ten, który na ciebie przychodzi”.

W sumie Sonik powiedział wszystko, co musicie wiedzieć o wygrywaniu. Presja jest potrzebna, ryzyko jest potrzebne, ból jest potrzebny. Znany kataloński kucharz Ferran Adria ujął to tak: „Żeby tworzyć, potrzebujemy przestrzeni, presji i ryzyka”.

Nie oglądam NBA, ale lubię i szanuję Marcina Gortata, za to, jakim jest człowiekiem. On też ma swoją prawdę:  „Be a leader, do not be a follower”, czyli wyznaczaj drogę, a nie podążaj za innymi.

Sporo cytatów, ale w sporcie nie chodzi o wynik, o oglądanie meczów i kibicowanie, chodzi o tę najmniejszą prawdę: Sonika, Gortata, Simeone…

Be First to Comment

Dodaj komentarz