Skip to content

Biegnij Lopez biegnij

Posted in Recenzje

Jak tu nie wierzyć w zrządzenia losu? Jak nie wierzyć w siłę sprawczą, wielkiego demiurga, który prowadzi nas przez życie czasami niemiłosiernie plącząc losy niczym prząśniczka przędzę, a potem w nadprzyrodzony często dziwaczny sposób łączy, pozornie w żaden sposób nie pasujące do siebie kawałki życia.

Byłem w drodze. Jechałem spokojnie nocnym autobusem do Budapesztu z którego ekstra tanim pociągiem miałem się udać w stronę serbskiego Nowego Sadu. W plecaku między jeszcze czystymi skarpetkami i koszulkami grzała się zniecierpliwiona brakiem wcześniejszego zainteresowania książka „Bieg po życie”. Napiszę szczerze, mogła tak się czuć. Swoje owoce zbierał prozaiczny brak czasu. Teraz jednak siedząc wygodnie w środku transportu publicznego miałem zrealizować sprytny plan wejścia w życie Lopeza Lomonga, imigranta z Południowego Sudanu, dziecka okrutnej wojny, który stał się amerykańskim olimpijczykiem.

Siedziałem na budapesztańskim dworcu Keleti czekając na pociąg. Sytuacja była trudna. Pogoda nieciekawa, ja niewyspany, a na pobliskiej ławce rozbili swoje mini obozowisko bezdomni. Nic do ich profesji życiowej nie mam, jednak istnieją pewne niedogodności natury higienicznej, które bywają uciążliwe. Ja jednak swojego miejsca zmieniać nie zamierzałem. Po pierwsze byłem tam pierwszy, a po drugie zacząłem w końcu czytać…

Sudan Południowy, wioska Kimotong. Bieda, strach, wojska rządowe urządzające rzeźnie cywilom, rebelianci porywający dzieci, aby w niewyobrażalnych warunkach uczynić z nich partyzantów. Głód, ciągła walka o przeżycie, niepewność jutra, ginący przyjaciele…Potem niezwykłe szczęście, szok cywilizacyjny, pobyt w Stanach i niesamowita kariera. Zaraz, zaraz. Przecież czytam tę książkę na DWORCU KELETI. Tu gdzie w roku 2015 działy się dantejskie sceny z innymi imigrantami w roli głównej…Przypadek? Siła wyższa mnie tak wmanewrowała? Rozkazała czytać o uciekinierach akurat w tym miejscu?

Dla nas Europejczyków, te stada ludzkie to nic innego jak plama ropy naftowej zalewająca czyste wody naszego kontynentu. Bezimienna, bezuczuciowa, kierująca się jedynie najprostszymi instynktami samozachowawczymi. Kiedy widzimy sceny w telewizji z obozów dla uchodźców, a w nich chmary Murzyniątek oblepiających jakieś wysypiska śmieci, czyszczących je z resztek pożywienia, to są one dla nas bardziej jak zwierzęta niż ludzie.Tak właśnie myślimy. Nawet jeśli się sami przed sobą do tego nie przyznamy. Bo nikt, albo prawie nikt nie spojrzy na to wszystko od środka, nie wejdzie na chwilę w głowę takiego człowieka, który przez swoich bliźnich został doprowadzony do stanu upodlenia i rozpaczy. Brak empatii? Brak wyobraźni? A może zwyczajnie z europejskiego dobrobytu w dupach się poprzewracało i kompletnie nas już takie rzeczy nie interesują. Oczywiście do czasu gdy tłum imigrantów stoi pod naszymi oknami, ale wtedy jest już o wiele trudniej pomóc tym ludziom i nam samym.

 

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz